Brak korektora może kosztować, dyrektorze

Błędy w blogu kompromitują autora. Błędy w książce irytują czytelnika. To źle, ale jeszcze nie beznadziejnie. Naprawdę źle może być wtedy, gdy niepoprawiony przez fachowca tekst naraża firmę na straty materialne. Tymczasem — wbrew pozorom — nawet poważne i niebiedne firmy wciąż pozwalają sobie na luksus wypuszczania w świat tekstów, które mogą im napytać biedy.

Słonie wozimy za darmo

Różne miejskie spółki komunikacyjne różnie podchodzą do przewozu bagażu w tramwajach i autobusach. Gdzieniegdzie jest to bezpłatne, gdzie indziej za bagaż trzeba skasować dodatkowy bilet. Tak właśnie jest we Wrocławiu, ale delikwent przyłapany w autobusie bez dodatkowego biletu za rower albo w tramwaju bez biletu za słonia i hipopotamicę może śmiać się kontrolerom biletów w twarz. Dlaczego?

Dlatego:

Błąd w regulaminie MPK

Z regulaminu wiszącego w każdym pojeździe wynika jasno, że za duży bagaż się nie płaci*. Wprawny korektor na pewno wyłapałby zbędne w tym punkcie regulaminu słówko „nie” (podobnie jak np. brak „m” na końcu pierwszego ustępu w piątym paragrafie), ale w tym wypadku nikomu nie przyszło do głowy, żeby go zaangażować. Prawdopodobnie regulamin ten widziało przed publikacją wiele osób, ale żadna się w tekst nie wczytała.

Do dziś bawi mnie też promocja, na jaką natknąłem się swego czasu w Rossmannie:

Kuriozalna promocja w Rossmannie

Bardzo chciałem się dowiedzieć, w jaki sposób mogę zapłacić jedną setną grosza. Gdy moje pytanie wywołało na pucołowatej gębie kasjerki minę pt. „Hę?! Że co?”, próbowałem inaczej: zapytałem, czy wyda mi resztę z 1 grosza. Dalej nie zrozumiała. W końcu machnąłem ręką, bo nie wyglądała na absolwentkę Oxfordu.

To oczywiście śmieszny, rzec by można: czeski błąd, ale klient-pieniacz mógłby narobić rabanu. W końcu Ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów wyraźnie zabrania naruszania obowiązku udzielania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji.

Nie publikuj bez sprawdzenia

Piszę to wszystko ku przestrodze małych i dużych przedsiębiorców. To, co kiedyś nazywano „chochlikiem drukarskim”, może się w pewnych okolicznościach okrutnie dać we znaki. Dlatego każda firma, a jest już takich trochę, która „przepuszcza przeze mnie” swoje teksty, cieszy mnie nie tylko dlatego, że na ich poprawianiu zarabiam. Mam bowiem wtedy do czynienia z ludźmi myślącymi, przewidującymi i zapobiegliwymi. Oczywiście trudno wymagać np. od każdego sklepu wysyłania każdej wywieszki do biura redakcyjnego, ale przecież zawsze można poprosić koleżankę czy kolegę „przeczytaj i sprawdź, czy wszystko w porządku”, prawda?

A poza tym warto zatrudniać filologów, którzy jeszcze z Polski nie wyjechali. Przecież niejeden z braku innych możliwości gotów jest „siąść na kasie” w markecie…

*Sprawę zgłosiłem wrocławskiemu MPK na Facebooku i muszę przyznać, że przewoźnik zareagował błyskawicznie: podziękował mi za czujność i obiecał, że dokona niezbędnych zmian.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.