Daleko stąd

Kiedy w zeszłym tygodniu potężna awaria w firmie Zenbox usunęła mój blog ze świata rzeczy widocznych, odetchnąłem z ulgą. Gdy po trzech dniach blog powrócił, miałem do hostingodawcy pretensje, że… już po trzech dniach. Różne okoliczności sprawiły bowiem, że jestem teraz daleko, daleko stąd, choć fizycznie nadal na swoim miejscu, we Wrocławiu. Świat przecinków i szyku wyrazów to nadal mój zawodowy świat, ale niejako z konieczności. Nie nim żyję, nie w nim się poruszam, nie o nim myślę.

Misja i pasja

Tak a propos: czasem – czy to z zawodowej konieczności, czy z innych przyczyn – odwiedzam różne firmowe strony i aż mnie skręca, gdy czytam na nich o niezwykłej pasji, z jaką „młody, ambitny zespół” tworzy reklamy, produkuje drut kolczasty albo elementy więźby dachowej. Staram się sobie wyobrazić tych ludzi, którzy wstają co rano i którym już od samego przebudzenia towarzyszy myśl o tym, by reklama zawojowała rynek, drut był jeszcze bardziej kolczasty, a więźba jeszcze mocniejsza, jeszcze trwalsza i jeszcze bardziej eko. Ludzi, dla których zarabiane w firmie pieniądze to rzecz drugo- a może i czwartorzędna: motywuje ich pasja, namiętność, misja pracy…

He, he…

Idź stąd, heretyku

Świat rzucił mnie naprawdę daleko od słowników i językowych błędów. Także poprzez rodzinne wydarzenie, którego końcowym akcentem była pyszna skądinąd stypa w niezłym hotelu. Przyszło mi przez mniej więcej tydzień żyć w atmosferze pogrzebowo-cmentarnej. Zaliczyłem wizytę w zakładzie pogrzebowym, a jako porządny agnostyk również mszę żałobną i katolicki pochówek. Przy okazji musiałem sobie poczytać o zaleceniach dla niekatolików obecnych na nabożeństwie. Sam się zastanawiałem, co począć, gdy wierni będą klękać. Klękać razem z nimi i udawać? Wstawać na znak szacunku, ale w zgodzie z własnymi przekonaniami? A może siedzieć dalej w ławce i spokojnie obserwować rozwój wydarzeń? Moją szczególną uwagę przykuły zalecenia od niektórych katolików, bazujące na zasadzie „skoro nie wierzysz, to po cholerę włazisz do świątyni? Idź do jakiejś pobliskiej kawiarni i zaczekaj, przebrzydły heretyku”. Autorzy rad utrzymanych w tej konwencji wyraźnie nie przewidzieli sytuacji, w której niekatolik zostaje poproszony o przybycie i choćby bierne, ale jednak uczestnictwo i prośbę taką spełnia, bo inaczej mu nie wypada.

Aspołecznościowy

Oddaliłem się bardzo od Facebooka i podobnych mu serwisów. Nie mam na nie czasu, ale przede wszystkim nie mam ani potrzeby, ani ochoty się tam produkować. Wiem, należałoby, promołszyn i tak dalej, ale to nie mój świat. Nawet bierna obecność tam mnie mierzi. Ileż razy można czytać „to uczucie, gdy” albo „co ja paczę”? Umiarkowanie bawią mnie nawet najlepsze memy, a obserwowane strony nudzą śmiertelnie. Nawet te dotyczące świata będącego moją pasją nie skłaniają mnie do czynnego udziału, dyskutowania etc. Nie, nie wpadłem w jakiś depresyjny dołek – po prostu coraz bardziej dociera do mnie, że to strata czasu.

Patrząc w dal

A mam go coraz mniej, czego w związku ze wspomnianymi wyżej wydarzeniami jestem teraz deczko bardziej świadomy.

Zwłaszcza, że sporo czasu zmarnowałem.

I choć z różnych przyczyn powinienem z misją i pasją rzucić się na pracę jak ksiądz na apetycznego ministranta, angażuję moje zwoje mózgowe w sprawy dotyczące raczej mojej przyszłości niż teraźniejszości. Mam bowiem to szczęście, że wiem, jak chciałbym, by ona za kilka lat wyglądała:

  • żadnej działalności gospodarczej,
  • żadnej pracy,
  • żadnych klientów,
  • żadnych polskawych tekstów.

Nieróbstwo? Nie, na to mnie nie stać i nigdy nie będzie stać. Praca, ale zupełnie inna.

Tylko ja i rynek. Tylko ja i wykres. Codzienne dbanie o to, by podążyć tą samą trasą, którą wybiorą w danym czasie białe i czarne świece japońskie. W górę lub w dół. W porę wejść i w porę wyjść.

Dziwne, prawda? Ten i ów mógłby mnie uważać za fanatycznego bojownika, maszerującego pod sztandarem „Blog, honor, polszczyzna!” – ale to nie ja albo już nie ja. Owszem, robię dalej swoje i staram się robić to jak najlepiej, ale dla chleba i tylko dla chleba. Każdego dnia staram się wykonać kolejny krok na drodze, która też prowadzi do chleba, a może nawet kawioru, ale wiedzie przez zupełnie inne okolice. Toczę śnieżną kulę, która powoli, powoli rośnie. Gdy osiągnie odpowiednio duże rozmiary, rozpocznę ostatni etap życia. Już poza wszelką pracą zawodową.

Łatwo nie jest. Zmagam się z materią niełatwą, kapryśną i de facto nieokiełznaną. Szukam swojego miejsca wśród nielicznych, którzy w tej materii czują się jak prezes na miesięcznicy albo erotoman w zamtuzie. Cały czas pamiętam, że materia ta pochłania i niszczy większość, miażdżącą większość śmiałków, którzy odważyli się wziąć z nią za bary. Choć zaliczyłem parę profesjonalnych kursów, idę w dużej mierze moją własną drogą, bo krnąbrna natura nie pozwala mi nigdy i nigdzie czynić dokładnie tak, jak nakazano. Czasem za to obrywam, czasem się przewracam, ale wstaję i brnę dalej.

Niewesołe jest życie staruszka

Nie mam zresztą innego wyjścia. Ojczyzna kochana zadbała o to, by moja perspektywa emerytalna miała się nijak do długości i intensywności wykonywanej wciąż jeszcze pracy. Choćbym stanął na rzęsach i w tej pozycji zrobił sobie selfie, które następnie podbiłoby Internet, za tych paręnaście lat dostawać będę żałosną jałmużnę, która prawdopodobnie nawet na czynsz i lekarstwa nie wystarczy. I choćbym pracował 25 godzin na dobę, nie zarobię już ani nie odłożę tyle, by na stare lata wystarczyło.

Patrzę więc daleko, daleko przed siebie i jestem duchem daleko stąd.

Co napisałem na wypadek, gdybyś się zastanawiał, czemu nie ma mnie tam, gdzie się mnie spodziewasz.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Żadnych dyskusji!

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.