Jeżeli jesteś za, to masz obwisłe cycki…

Internetowi idole mają pewną wspólną cechę: w 9 przypadkach na 10 ich popularność jest odwrotnie proporcjonalna do wartości tego, co tworzą. To wiedziałem od dawna, a od paru dni wiem o jeszcze jednym wspólnym mianowniku: w żadnym wypadku nie wolno im ujawniać swoich poglądów politycznych ani światopoglądu. Poglądy mogą mieć jedynie w dziedzinach, którymi się zajmują, czyli np. w sprawie układania ciuchów w szafie. Dobrze jest, gdy te poglądy są zgodne z przekonaniami reklamodawców.

Zacznę od tego, że w Czarny Poniedziałek miałem na końcu palców tekst na temat okołoaborcyjny. Miałem ogromną ochotę go napisać, ale coś mnie tknęło i dałem sobie po łapach. I miałem rację: gdybym ten tekst napisał i opublikował, siłą rzeczy ujawniłbym, po której stronie sporu jestem i w rezultacie straciłbym połowę czytelników, czyli mniej więcej troje.  Skąd to wiem? Z Facebooka.

Bohaterski coming out

Z niemałym rozbawieniem obserwowałem dyskusję, jaka wywiązała się na profilach facebookowych dwóch internetowych gwiazd. Jedna z nich to gwiazda uznana, druga – wschodząca. Obie zajmują się na co dzień rzeczami mało istotnymi (no chyba, że kuchnia, kosmetyki i szafa to dla kogoś rzeczy istotne, ale trudno mi w to uwierzyć). Tym razem emocje zagrały w nich niczym jerychońskie trąby  i obie młode damy wyjawiły, co myślą o Czarnym Proteście. Jedna wyznała, że jest po stronie protestujących kobiet, druga zadeklarowała swoje przywiązanie do ochrony życia poczętych. I wtedy się zaczęło…

obwisle-cycki

Fanki (oraz nieliczne zabłąkane osobniki płci męskiej) zareagowały równie emocjonalnie. Najzabawniejsze były – jak dla mnie – reakcje typu „Jesteś wspaniała!”, „Na to czekałam!”, „Jesteś wielka!”, „Zawsze Cię lubiłam, teraz już uwielbiam!” itp. Najwyraźniej niektórym wydaje się, że wyrażenie swojego poglądu w jakiejś istotnej społecznie kwestii to akt bohaterstwa godny Virtuti. Gdyby te e-bohaterki żyły w Rosji, wyglądałyby dziś jak weterani Wielkiej Ojczyźnanej i miały kłopoty z udźwignięciem żelastwa przyczepionego do mundurów.

Wiele uczestniczek dyskusji prezentowało własne zdanie, niektóre jednak posunęły się dalej. I tu dochodzimy do sedna sprawy:

Jeśli kogoś lubimy, to musi mieć „słuszne” poglądy

Obie panie przypłaciły mianowicie swój facebookowy heroizm utratą pewnej części fanek:

unlike

To zjawisko jest naprawdę ciekawe. Dopóki obie panie zajmowały uwagę swoich czytelniczek tak istotnymi tematami jak urządzenie balkonu, aktualności na rynku kremów do twarzy lub problemy z wypraniem gaci, mogły wypisywać, co tylko chciały, a tłum bił brawo bez opamiętania. Kiedy jednak zdecydowały się wypowiedzieć na jakiś ważki temat, ściągnęły na siebie gniew części fanek i to nie tylko tych, które reprezentują przeciwne poglądy, ale także innych, które nie życzą sobie „politycznego pier…nia”.

Zacząłem się zastanawiać, czy sam reaguję podobnie. Wyszło mi, że do pewnego stopnia tak. Uwielbiam Janusza Gajosa i bardzo lubię Michała Żebrowskiego. Gdy jednak dowiedziałem się, że obaj aktorzy popierają pewną partię, za którą ja akurat nie przepadam, moja sympatia do nich wyraźnie osłabła. Gdyby mieli strony na FB (może mają – nie wiem), a ja byłbym tam fanem, zapewne „odlubiłbym” je bez wahania. Żaden z nich nie stał się dla mnie gorszym aktorem tylko dlatego, że popiera ugrupowanie, którego ja nie cierpię. Moja awersja wzięła się raczej stąd, że nie chcę, by popularność zdobyta dzięki aktorskiemu kunsztowi zaczęła służyć czyimś politycznym interesom.

Upadł mit o „influencerach”

Podobno na ostatnim Blog Forum Gdańsk organizatorzy zaproponowali uczestnikom rozważenie kwestii „czy blogerzy mogą zmienić świat”.  Myślę, że gdyby blogerzy zastanawiali się, czy wiewiórki są w stanie wywołać III wojnę światową, odpowiedź mogłaby być mniej jednoznaczna. Obie wspomniane panie zebrały w sumie dobrze ponad 200 komentarzy, ale nie znalazłem wśród nich ani jednego w rodzaju „skoro ty tak uważasz, to ja od dziś też”. Nic podobnego. Wpływ: zero, przecinek, zero.

I całe szczęście. Bo bardzo źle by się stało, gdyby internetowi idole mieli na swoich fanów wpływ większy niż zdolność do podniesienia o kilka sztuk sprzedaży pomadki albo torebki jakiejś marki. Mogłoby to prowadzić do wejścia na scenę polityczną masowych ugrupowań w rodzaju Partia Użytkowniczek Perfumowanych Antyperspirantów albo Centralna Inicjatywa Przeciwników Kolorowych Apaszek. Ze względu na skróty nazw każde z nich miałoby niemałe szanse w wyborach – i jak byśmy wtedy wyglądali?

Ale nie przesadzajmy…

Wyobraźmy sobie, że uległem wypadkowi i moja kondycja intelektualna uległa znacznemu obniżeniu. Niepełnosprawnością tą dotknięty, zaczynam z zapartym tchem śledzić bloga jakiegoś młodego człowieka, który (na blogspocie, ma się rozumieć) testuje kremy po goleniu. Jakie znaczenie ma dla mnie, czy jego ogolona i nakremowana facjata ubogaca kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej, marsz ONR-u z pochodniami czy może ikonowiczowską blokadę czyjejś eksmisji? Oczywiście żadnego.

Owszem, trudno byłoby sobie wyobrazić małżeństwo, w którym np. on pikietuje z Partią Razem jakiś likwidowany przez kapitalistę zakład pracy, a ona manifestuje z .Nowoczesną przeciwko zwiększeniu wydatków budżetowych. Ludzie żyjący ze sobą na co dzień powinni mieć podobne, jeśli nie identyczne poglądy w sprawach „zasadniczych”. To jednak, czy właścicielka popularnej strony na FB albo blogerka ma taki czy inny światopogląd, nie powinno nikomu przeszkadzać w śledzeniu kolejnych wpisów o perfumach czy baletkach.

Nie powinno, a jednak przeszkadza.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Żadnych dyskusji!

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.