Każdy czubek pstryka kubek

Są jak włos łonowy w serniku z galaretką. Jak wielka, zielona mucha na kromce z nutellą. Jak prezes Business Centre Club na manifestacji OPZZ.  Potrafią w ciągu sekundy zniszczyć pieczołowicie wypracowywany wizerunek. Sprawić, że uciekam z witryny, profilu lub fanpage’a z kosmiczną prędkością. Są stratą czasu i pracy, a jednak mnożą się niczym kombatanci II Wojny Światowej, których teoretycznie powinno ubywać, a wciąż jakby przybywało. O czym mowa? O infantylnych, głupiutkich zdjęciach, na czele których stoją fotki nieśmiertelnego kubka z kawą lub herbatą.

Zaglądam na Twittera i szukam kogoś, kogo warto by obserwować. Twitter podpowiada mi pewną panią z mojej branży. Wchodzę na jej profil. No, rzeczywiście. Ktoś ciekawy. I nawet ma ciekawe tweety. Dołączam więc tę panią do grona obserwowanych. Ale już następnego dnia pani wita mnie takim oto ćwierknięciem:

kubek

Kobieto! Co mnie, do jasnej Anielki, obchodzi twój kubek i jego zawartość?! Pij co chcesz, ja z twojego kubka i tak nie siorbnę, a ta twoja słitfocia zajmuje mi pół ekranu. Dałabyś sobie spokój…

Wzorcowy warsztat blogera

U większości blogerek i blogerów, zajmujących się blogowym poradnictwem, najczęstszym motywem zdjęcia jest laptop albo netbook, któremu towarzyszy telefon, kubek z piciem i notatnik. Spróbowałem zrobić taką wzorcową fotkę, a że nie umiem ani robić, ani obrabiać zdjęć, wyszło mi to, co poniżej:

Stolik na miskę z kocią karmą

Notatnik się nie zmieścił

Jest na nim prawie wszystko, co powinno być. Brakuje tylko notesu, ale się nie zmieścił. Teraz parę słów o kubku: wbrew pozorom nie jest to ohydny blaszak, ale designerski kubek z porcelany, który bardzo udanie udaje. Jak widać, nie mam ajfona, netbook też nie z wyższej półki. Mógłbym jednak udawać, że to jest moje stanowisko pracy, choć tak naprawdę jest to niski stoliczek, na którym stoi na co dzień… miska z kocią karmą. A komputerek służy mi w podróży albo w sytuacjach awaryjnych, gdy np. zabraknie prądu (a przy okazji Internetu), a ja muszę coś pilnie dokończyć albo wysłać (używam wtedy plusowskiego Internetu mobilnego).

Trochę realizmu, panie i panowie!

Jeżeli już robicie podobne zdjęcie i chcecie przekonać czytelników, że jest to Wasze stanowisko pracy, to zadbajcie nieco o realia. Na przykład o kable. Mały komputerek pracuje szybciej i wydajniej, gdy jest podłączony do prądu – nie musi oszczędzać baterii. Wygodnie jest też mieć podłączoną mysz USB. Nie wstydźcie się więc ich widoku. I nie ustawiajcie wszystkiego jak feldfebel w pruskich koszarach. Bajzelek to nieodłączny element pracy każdego normalnego człowieka, choćby miałoby to być tylko obrócenie telefonu o 25 stopni w dowolną stronę.

Serdecznie współczuję każdemu, kto miałby stale pracować na takim komputerku. Osobiście nie wyobrażam sobie innej pracy niż na komputerze stacjonarnym, z kablową klawiaturą i dużym monitorem. Moje prawdziwe stanowisko pracy wygląda tak:

Normalne komputerowe stanowisko pracy

To na drukarce to puszka z tytoniem…

Na zdjęciu brakuje tylko wygodnego, dyrektorskiego fotela, w którym czasem siedzę, czasem leżę, czasem się bujam a czasem miziam kota. Widać nawet tabliczkę z napisem „RAUCHEN ERLAUBT – AUSATMEN VERBOTEN” (palenie dozwolone – wydychanie zabronione), która parę lat temu spadła mi pod biurko, a której do tej pory nie chciało mi się podnieść. Widać plątaninę kabli (a jak ma jej nie być, skoro do jednej listwy podłączona jest lampka, router, zegar, telefon pseudostacjonarny, subwoofer, UPS i drukarka?!). Widać papierzyska najrozmaitsze. I kilka przedmiotów, które odłożyłem byle gdzie. Czy taki widok nadawałby się  się do lajfstajlowego bloga? Oczywiście nie. I oczywiście tak, gdyby jego autor pisał prawdę zamiast bajek i kreacji.

Wróćmy jednak do kubków i filiżanek. Równie odstraszająco działają na mnie zdjęcia talerzy z żarciem. Oczywiście rozumiem ich rolę w blogach kulinarnych, ale wszędzie indziej kierują kursor mojej myszki najkrótszą trasą do zamknięcia okna lub przejścia na inną stronę.

No dobrze, to co mam fotografować?

Siebie. To mnie interesuje najbardziej. I chyba nie tylko mnie. Blog to trochę taka dziurka od klucza, przez którą można kogoś podglądać, a przecież wszyscy jesteśmy w większym lub mniejszym stopniu wojerystami. Oczywiście, jeżeli jesteś, blogerko, tak paskudna, że nawet z trudem zaangażowany pan z agencji niereklamowej już w drzwiach wręcza ci dwie stówy i bez pożegnania ucieka, to może lepiej nie. W każdym innym wypadku jak najbardziej. Czasem dziwię się blogerkom, których zdjęcia profilowe widzę choćby na Facebooku: dziewczyny jak maliny, a w ich blogach wszystko, tylko nie one same. I odwrotnie: nabijam statystyki paru stronom, które zupełnie mnie nie interesują, ale które pełne są wartych obejrzenia zdjęć niebędących pejzażami.

Możesz też fotografować swoje otoczenie, o ile nie za bardzo je zakłamujesz przed pstryknięciem fotki. Oczywiście rozumiem, że usuniesz z planu kociego pawika i brudną skarpetę męża, ale gdy widzę idealne wnętrza bez odrobiny życia, to od razu wiem, że to bajeczka dla grzecznych dzieci.

Możesz wreszcie dać sobie spokój ze zdjęciami kubka, filiżanki i laptopa, a zamiast nich ilustrować swoje wpisy choćby i darmowymi zdjęciami, których nie brak w Sieci. Moja szkaradność tak właśnie postępuje.

Jest tylko jeden wyjątek:

Połóż się na brzuchu przed laptopem i spróbuj pracować. Ten numer nie przejdzie!

Nie wmawiaj nikomu, że w tej pozycji da się pracować. Nie da się. Jak nie wierzysz, to spróbuj.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.