Odpuść sobie te sentencje

Są wszędzie. Internet ugina się pod ich ciężarem. Jęczy Facebook, piszczy Twitter, gorzko łka Instagram, a Pinterest rozgląda się za gałęzią i sznurem. A ludzie wciąż je zamieszczają, lajkują i podają dalej. Diabli wiedzą, dlaczego. Sentencje po angielsku, pseudogenialne maksymy, szarlatańskie powiedzonka, od których nikomu jeszcze się nie polepszyło, a od których mnie robi się niedobrze.

Dawno, dawno temu w dobrym tonie było w Polsce używanie łacińskich przysłów i sentencji. Potem przyszła moda na francuskie. A po wojnie i stanie wojennym, wraz z odzyskaniem tzw. wolności, zaczęły się plenić te anglojęzyczne. Mnożą się jak szczury na dopingu. Każdego dnia atakują mnie w mediach społecznościowych jak Rosjanie Aleppo. A ja czekam i czekam na ten dzień, w którym ludzie w Polsce i nie tylko poznają, zrozumieją i przyswoją sobie zdanie, którego autorem jest… Kurczę, nie wiem. Nie ja w każdym razie. A brzmi ono:

Angielski to język, a nie poziom inteligencji

Przestań się kłaniać Johnom i Jamesom

Mówiłem to, mówię i będę powtarzał. Naprawdę obrzydliwe są te polskie kompleksy wobec Zachodu i USA. W iluż z nas tkwi przekonanie, że każde zdanie wybełkotane przez jakiegoś Johna czy innego Jamesa to mądrość nad mądrościami, tekst na miarę dziesięciorga przykazań? W wielu, zaprawdę powiadam Wam. Oczywiście nie sposób odmówić Anglikom czy Amerykanom najrozmaitszych osiągnięć w przeróżnych dziedzinach, ale to naprawdę jeszcze nie znaczy, że każdy ichni artysta, polityk czy celebryta to nauczyciel życia. Dlatego:

sentencje po angielsku

Nie twierdzę wcale, że jeśli już ktoś lubi maksymy, to powinien bombardować social media wyłącznie Mickiewiczem, Miłoszem czy inną Szymborską, choć sięganie do mądrości rodzimych klasyków to coś na pewno lepszego niż nieustanne cytowanie tych anglojęzycznych. Twierdzę przede wszystkim, że w ogóle nie powinien. Włosy mi dęba stanęły, gdy ostatnio przeczytałem w jakimś blogu z poradami dla blogerów, że „fani to kochają”. Że co proszę?!

Kochasz sentencje po angielsku?

Wolno Ci. Jeśli więc żyć bez nich nie możesz, obcuj z nimi nieustannie, ale na własny użytek. U siebie w domu. Powieś sobie jedną albo cały zbiór nad łóżkiem. Jeżeli masz taką potrzebę, ucz cię ich na pamięć. Módl się do nich. Masturbuj się przy nich. I niech Ci będzie dobrze. Ale nie zaśmiecaj nimi mojego walla na Facebooku ani mojej TL na Twitterze. Instagram i Pinteresta możesz zaśmiecać, bo mnie tam nie ma i nie będzie. No chyba, że zlitujesz się nad innymi użytkownikami, którzy przecież szukają tam czegoś zupełnie innego niż takie bełkociki.

Uświadom sobie poza tym, że maksymy i sentencje nie mają żadnej wartości. Tak, nie mają. Klasycy i celebryci wymyślili ich nieskończenie wiele i nadal nad tym pracują, a nic się nie zmienia. Ktoś takie zdanko przeczyta, może nawet na jakiś czas zapamięta i… nic. Ono nie zmieni ani jego życia, ani tego świata. Do czego może się przydać? Co najwyżej do zilustrowania jakiegoś tekstu, gdy autor chce podeprzeć się sławnym nazwiskiem albo choćby anonimową wypowiedzią, która ładnie i mądrze brzmi. Jak choćby ta:

sentencje po angielsku

Piękne, bo polskie, prawda? No właśnie. Ale jeżeli już chcesz „robić za poliglotę”, to nie ograniczaj się do jednego języka. Pokaż, że jesteś człowiekiem światowym i potrafisz na przykład zacytować coś takiego:

sentencje po angielsku

Albo chociaż takiego:

sentencje po angielsku

Podam Ci teraz kilka powodów, dla których powinieneś dać sobie wreszcie spokój z tym anglojęzycznym chłamem:

  1. Znajomość angielskiego to w dzisiejszych czasach niezbyt wybitne osiągnięcie. Nie ma się czym chwalić, naprawdę.
  2. Niech Ci się nie zdaje, że cytując sentencje po angielsku, stajesz się „zachodni” lub „amerykański”. To zresztą też nie byłby powód do dumy.
  3. Przytaczając te „mądrości” w oryginale, sugerujesz, że nie umiesz ich przetłumaczyć.
  4. Wbrew temu, co myślisz, nie wszyscy znają angielski. Nie muszą zresztą. To jeszcze nie jest obowiązkowe jak kiedyś rosyjski. Nie wszyscy rozumieją to, co im w ten sposób przekazujesz.
  5. Nie udawaj, że żyjesz w myśl tego, co cytujesz. I tak nikt przy zdrowych zmysłach Ci w to nie uwierzy.
  6. Publikując i podając dalej takie obrazki dorzucasz swoją cegiełkę do amerykańsko-brytyjskiego panowania nad tym łez padołem. Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą. Sentencje po angielsku, publikowane gdzie się tylko da, sugerują odbiorcom, że angielszczyzna to najważniejsze i najlepsze źródło życiowych mądrości, co nie jest prawdą.
  7. Pokazujesz, że idziesz po linii najmniejszego oporu: sam nie masz nic do powiedzenia, więc żeby coś wrzucić, wrzucasz sentencje po angielsku.

I pamiętaj:

sentencje po angielsku

 

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.