Umiesz czytać? A może tylko ci się tak wydaje?

Wielu spośród niewielu (czyli pewna część moich Czytelników) czyta książki. Mnie też się to zdarza. Nawet stosunkowo często. I chyba każdy jest w stanie powiedzieć o dowolnej przeczytanej książce, że jest dobra albo wyśmienita, przeciętna, słaba, beznadziejna lub jeszcze inna. Co o tym decyduje? Dla każdego co innego, ale najczęściej chodzi o treść: czy jest ciekawa, czy wciąga, czy w jakiś sposób koresponduje z naszymi własnymi doświadczeniami i przeżyciami itp. Używam tych samych kryteriów oceny, ale dla mnie o tym, czy książka jest dobra, decyduje jeszcze coś.

Nie przeceniam wartości czytania, podobnie jak śmieszą mnie napuszone mowy o wpływie kina czy teatru na ludzkie życie. Jestem człowiekiem, na którym dzieło sztuki może wywrzeć większe lub mniejsze wrażenie, ale którego na pewno nie zmieni. Prawie na pewno też nie zainspiruje, na to już chyba dla mnie za późno. Mogę więc przeczytać miriady książek i nic szczególnego z tego dla mnie nie wyniknie. W sumie mógłbym się nawet zastanawiać, czy nie jest to strata czasu. Gdyby nie pewien szczegół.

Stop!

Czytelniku – zauważyłeś słowo „miriady” w poprzednim akapicie? I co?

  • Nic, dobrze znasz to słowo.
  • Pomyślałeś, że się kropnąłem, bo chodziło mi o miliardy.
  • Nie znasz tego słowa, ale guzik Cię ono obchodzi. Sens akapitu jest jasny, więc spokojnie czytasz dalej.
  • Nie znasz tego słowa, więc w nowej karcie uruchomiłeś Google i już wiesz, co to są te miriady. Ładne słowo, prawda? Warto zapamiętać.

To jest właśnie moje dodatkowe kryterium oceny książek: za naprawdę dobre uważam te, które oprócz „tradycyjnych” zalet mają i tę, że zawierają nieznane mi słowa. Gdy na takie słowa trafiam, to wiem, że mam coś do nadrobienia. Sprawdzam wtedy w słownikach znaczenie nowych słów. A wcale nie muszą to być słowa obce: czasem chodzi o takie, które właściwie wszyscy powinniśmy znać.

Czy rozumiesz wszystko, co czytasz?

Zobacz, ilu polskich słów nie znasz

Czytam właśnie powieść „Stamtąd się nie wraca” Kazimierza Kiliana. Natrafiłem w niej na taki fragmencik:

Moja babcia robiła wspaniałe kartofle, pieczone na złoty kolor w duchówce, które następnie polewała tłuszczem z drobno posiekanym czosnkiem. Ich zapach i smak pamiętam do dzisiaj.

Co to jest ta duchówka? Coś do jedzenia?

Dopiero ze słownika mogłem się dowiedzieć, że jest to część pieca kuchennego przeznaczona do przechowywania ciepłych potraw, ale także do pieczenia – piecyk, piekarnik.

To akurat dość trudne słowo, zwłaszcza dla ludzi młodych, mieszczuchów, przyzwyczajonych do kuchenek gazowych lub elektrycznych. Weźmy coś łatwiejszego. Czytasz sobie książkę, a tam zrozpaczony bohater zamyka się w swoim pokoju na mansardzie.

Czy na pewno wiesz, co to jest mansarda? Potrafisz to wytłumaczyć np. pytającemu dziecku?

Tak? Punkt dla Ciebie. To teraz coś banalnie prostego, ale tylko dla kobiet. Mężczyznom już tak łatwo nie pójdzie. No to wyobraź sobie, męski Czytelniku, że w Twojej książce pojawia się nagle przepiękna blondynka, leżąca na plaży i ubrana w skąpe bikini w kolorze pistacjowym. Potrafisz ją sobie wyobrazić? Wiesz, o jaki kolor kostiumu chodzi?

Mogę pytać dalej: czy wiesz, co to jest klif, gont, wykusz, obielmo, opuncja? Znasz nazwy drzew i umiesz wskazać: „to jest jesion”? A jeśli trafisz na obsiane pole – wiesz, co na nim rośnie? I tak dalej…

Zacznij czytać inaczej

Czytanie jest między innymi treningiem dla mózgu. Uruchamia wyobraźnię i zmusza do pewnego wysiłku. Ćwiczy. Jak każdy trening, może być bardziej lub mniej efektywne. Dobrze, gdy zostawia coś po sobie i to nie tylko w postaci pseudomądrych sentencji. Wypracowałem w sobie nawyk poszerzania słownictwa w opisany wyżej sposób i Ciebie też do tego namawiam. Bo jeśli czytasz teksty w języku ojczystym, ale iluś słów w nich nie rozumiesz i nic z tym nie robisz, to marnie czytasz. Możesz robić to lepiej, choć prawdopodobnie spowoduje to od czasu do czasu niewielki dyskomfort w postaci konieczności odłożenia książki i zajrzenia do wyszukiwarki lub słownika.

No a jeśli piszesz, to powyższe zalecenie powinno być dla Ciebie najświętszym nakazem. Zobacz, jak bardzo ubogie w słownictwo są materiały prasowe, a przede wszystkim blogi. I nie myśl sobie, że jeśli wiesz, co znaczy YOLO albo katanga, to to już wystarczy. Wystarczy, ale byle komu.

A Ty chyba mierzysz wyżej, prawda?

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.