Blogujesz? Pokaż, że ogarniasz WordPressa!

Gdyby go zapytać, co sądzi o paradowaniu w spodniach z dyndającą metką, odpowiedziałby zapewne, że to wiocha, niedbalstwo, niechlujstwo albo co najmniej wpadka wynikająca z roztargnienia. I pewnie byłoby mu głupio, gdyby sam pokazał się publicznie z taką przywieszką. Ale łatwiej powiedzieć, gorzej wykonać: gdy odwiedzić jego blog, od razu rzuca się w oczy, że go zaniedbał: pokazuje wszem i wobec swego rodzaju metki. Te metki to nic innego jak anglojęzyczne pozostałości w przetłumaczonym nie do końca szablonie.

niechluj

Co z tego, że bloger włożył wiele pracy w swoją witrynę, poprawiał kupiony za kilkadziesiąt dolarów szablon, pieczołowicie wybierał czcionki, kolory, ustawienia elementów, dopracowywał nagłówek i stopkę, zamówił logo i zrobił jeszcze ileś rzeczy po to, by blog wyglądał profesjonalnie, skoro jest to blog pisany w języku polskim, a tymczasem internautę straszą pozostałości w rodzaju “read more”, “continue reading” czy “previous – next”?

Mała rzecz, a kompromituje

Zwłaszcza wtedy, gdy bloger nie jest jakimś tam lajfstajlowcem, tylko próbuje “szerzyć wiedzę”. Na przykład bloger motywacyjny: swoim czytelnikom próbuje zaszczepić energię i chęć do działania, a sam pokazuje, że mu się czegoś zrobić nie chciało. Blogerka modowa prezentuje starannie dobrane zestawy ciuchów, obuwia i biżuterii, zamieszczając zdjęcia dopieszczone Photoshopem do perfekcji. Tej samej, której w blogu zabrakło. Blogerka kulinarna kusi smakowicie wyglądającymi potrawami na estetycznych talerzach – ale czy w jej kuchni jest czysto, czy może zapomniała posprzątać?

A ten przykład pochodzi z bloga poświęconego… blogowaniu. Tak, jego autor przedstawia się m.in. jako pasjonat WordPressa:

Tu anglojęzyczne śmieci występują w grupie

To nie tylko pasjonat: ten człowiek w swoim blogu uczy innych m.in. obsługi WordPressa…

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież to w niczym nie przeszkadza, bo wszyscy znamy angielski, więc znaczenie takich odnośników jest oczywistą oczywistością. Tak, ja też nie znam nikogo, kto nie zrozumiałby “no related posts”, ale będę się upierał, że takie resztki szpecą blog i świadczą o niestaranności jego autorki lub autora. A być może także o tym, że bloger(ka) nie “ogarnia” swojego WordPressa, a więc przypomina trochę prawiczka kreującego się na eksperta od seksu.

No dobrze, ale jak to wszystko przetłumaczyć?

Przede wszystkim – na język polski. Pewna blogerka chciała to zrobić, ale trochę jej nie wyszło. Aby to sobie uzmysłowić, wyobraźmy sobie najpierw, że ktoś nam coś opowiada, ale swoje opowiadanie przerywa, a my jesteśmy ciekawi ciągu dalszego. Co powiemy? Oczywiście “mów dalej”. A co powie nauczycielka, która poleciła Wojtkowi przeczytać na głos wypracowanie z polskiego, ale ten przerwał, bo klasa wybuchnęła śmiechem na widok przyczepionej do wojtkowych spodni karteczki z napisem “CIOTA”? Najpierw uspokoi klasę, a potem zachęci ucznia do kontynuowania:

– Proszę o spokój. Czytaj dalej.

Tak, po polsku mówimy i piszemy “czytaj dalej”. A tymczasem w blogu widnieje:

"Czytaj więcej" to fatalne tłumaczenie
Przepraszam za tę mozaikę, ale nie chcę robić nagonki na konkretną blogerkę

Mamy tu do czynienia z bezmyślnie zastosowaną kalką z angielskiego “read more”. Sęk w tym, że znaczenie “czytaj więcej” jest zupełnie inne, np. czytaj więcej książek, a poszerzysz swoje słownictwo.

Innym, dość częstym błędem tłumaczeniowym jest bezradność wykazywana przy wordpressowych dopiskach typu “posted by: Admin on…”. Tu i ówdzie można spotkać tłumaczenie “Od: Admin…” – choć żadną sztuką nie jest przecież zastąpienie “posted by” poprzez np. “autor:”. Załóżmy jednak, że z poprawnym tłumaczeniem damy sobie radę. Pozostaje problem znalezienia w szablonie fraz, które trzeba spolszczyć.

Najpierw przetłumacz cały szablon

Kto jeszcze nie wie, ten niech się dowie, że robimy to przy pomocy programu o nazwie Poedit. Po zainstalowaniu i uruchomieniu programu otwieramy w nim plik językowy. Pliki takie mają rozszerzenia .mo i .po. Czasem szablon (lub wtyczka, bo bywa, że i wtyczki trzeba spolszczać) ma już plik polski, czyli pl_PL.po – ale z reguły tłumaczenia są niekompletne lub miejscami błędne, dlatego trzeba je poprawić i uzupełnić. Jeśli pliku pl_PL nie ma, otwieramy plik anglojęzyczny i zapisujemy jako pl_PL. Edycja jest śmiesznie prosta, tu właściwie nie ma czego objaśniać, nie wymaga to żadnych umiejętności (oprócz odrobiny lingwistycznych). Gotowe pliki (program zapisze od razu obie wersje, czyli .mo i .po) wysyłamy klientem FTP na serwer do podkatalogu “językowego” naszego szablonu: (najczęściej /languages/).

Teraz sprawdzamy na różnych stronach bloga i w różnych sytuacjach, czy nie zostały nam anglojęzyczne śmieci. Zostały? No, to trzeba pracować dalej:

Poszukaj w ustawieniach – może to tu

Wiele zależy od szablonu. Niektóre szablony zmieniają nawet strukturę Kokpitu, dlatego szukać naszego “read more” czy innego “posted by” trzeba najpierw w głównych Ustawieniach WordPressa, potem – jeśli szablon ma w kokpitowym menu swój odnośnik – w ustawieniach szablonu. Zakładka po zakładce, bo nigdy nie wiadomo, gdzie takie paskudztwo może “siedzieć”. Wpisujemy polskie odpowiedniki, zapisujemy. Gotowe.

Ale czy na pewno? Niestety nie zawsze.

Gdy nic nie pomaga – użyj programu do przeszukiwania plików

Jeśli spojrzysz na sam dół tego wpisu, tuż pod nim znajdziesz “TAGI:”. Ten kawałeczek doprowadzał mnie do szewskiej pasji, bo zanim go poprawiłem, brzmiał “TAGGED WITH”. Szukałem i szukałem, ale znaleźć, a więc i poprawić nie mogłem. Ostatnią deską ratunku okazał się więc program do wyszukiwania w plikach słów lub wyrażeń. Jest taki moduł w Windows (podobno jest – odkąd mam “dziesiątkę”, jakoś na niego nie trafiłem),  ja używam natomiast alternatywy pod nazwą SearchMyFiles:

SearchMyFiles w akcji
Tak to się robi w programie SearchMyFiles

Program szybko znalazł winowajcę – był to jeden z plików PHP tworzących szablon. Plik PHP trzeba było wyedytować, a do tego potrzebny jest Notatnik Windows albo – jeszcze lepiej – Notepad++. Ostrożnie (zwłaszcza, jeśli nie mamy pojęcia o PHP: tu nawet źle użyty apostrof lub średnik może “wywalić” cały kod) zastępujemy nasze “tagged with:” słowem “tagi:”, zapisujemy (jeśli nasz WordPress jest kodowany w UTF-8, to jako UTF bez BOM) i poprawiony plik wysyłamy na serwer. Koniec, gotowe, fajrant.

Na koniec do czegoś się przyznam: sam nie przetłumaczyłem szablonu do końca. Pozostawiłem bez tłumaczenia frazy, co do których wydaje mi się, że nie mają prawa się pojawić. Pomysłowość internautów nie zna jednak granic, więc może się zdarzyć, że ktoś zobaczy nieprzetłumaczony komunikat typu “Sorry, no naked pictures found” albo “Now your computer is infected”. W takim wypadku proszę mi dać znać – na pewno uzupełnię tłumaczenie.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.