Bo ja mogę tylko słuchać

– …no i umarł. A ta jego wdowa to zaraz potem powiedziała, że… No jak nie umarł, jak umarł? Co ty opowiadasz, przecież byłam na pogrzebie. A ludzi było! Bo on to w sumie lubiany był, chociaż wypić nieraz lubił. I rodzina liczna. Z całej Polski się zjechali. Ale teraz te pogrzeby to dziwne jakieś. I te krematoria… Żeby ludzi palić po śmierci jak ci hitlerowcy w obozie… A potem na półkę odstawiają, jak jaki wazonik. Płytą taką kamienną zamkną i po sprawie. To się chyba kolembarium nazywa albo jakoś tak. Ja już zapowiedziałam wyraźnie, że ja chcę normalnie, w trumnie, do ziemi. Jędruś, ty nic nie jesz, weź trochę wędliny i sałatki sobie dołóż. Potem powiecie, że nie było co jeść na święta.

No więc ona powiedziała, że jak to teraz jest wszystko jej, to ona zrobi zapis po uważaniu i nikomu nie powie. Chytra taka. Bo to wiecie: jak nie wiadomo, na kogo jest zapis, to wszyscy wokół niej tańcować będą. Każdy będzie myślał, że to on dostanie. Aśka, weź jeszcze ciasta. Ten większy kawałek weź. Wymizerowana taka jesteś, że aż patrzeć przykro. Pracujesz i pracujesz. Pewnie zjeść nawet czasu nie masz. I z Piotrkiem się chyba mało co widujecie, nie? A ja od razu mówiłam, że… No nie, co ta lafirynda ma na sobie?! Że co? Nie, nie ty, w telewizor popatrz. Te włosy to ma takie, jakby chłopem była. Kto to widział, żeby kobieta się tak czesała?

No może jej i kazali, ja tam nie wiem. Jak jej płacą sto czy dwieście tysięcy miesięcznie, to chyba mogą jej też powiedzieć, jak ma wyglądać, co nie? Kto wie, za takie pieniądze to może i ja bym się na taką fryzurę zgodziła. Ty, ty patrz lepiej na jej buty! Emerytury by mi nie starczyło. Taka to nie wie, jak się żyje za półtora tysiąca miesięcznie. Taaak, nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Ona to podobno dwoje dzieci ma. Taaak! Wiem, bo mi sąsiadka mówiła. Ta, co to jej mąż ciągle w szpitalu. A ja jej mówię, ile razy ją spotkam, że lekarzowi to trzeba dać. No nie dupy, gdzieżby ona, stara baba, ino w kopertę. Bo jak mu koperty nie dać, to człowieka ani nie wyleczy, ani ze szpitala nie wypuści. Będzie trzymał, póki swojej doli nie dostanie. I już. Beata, herbatki ci zrobię? Nie? To może kawy? No jak tam chcesz.

Nie ma to jak rodzinna pogawędka przy wielkanocnym stole...

No więc mówiła mi ta sąsiadka, bo jej córka to ciągle w tym internecie siedzi, że ona czytała, że ona ma dwójkę. Teraz to pewnie jakaś niania z tymi dziećmi, jak ona w telewizji gada, co nie? Bo na chłopa to nigdy liczyć nie można. Aśka, a ty z tym swoim, to kiedy się pobierzecie wreszcie? Bo to już czas byłby najwyższy. Ile ty z nim jesteś, rok, dwa? No, toż mówię. Jak się kochacie, to dajcie na zapowiedzi i ślub weźcie, bo to nie ma na co czekać. A i na dzieci już niedługo przyjdzie pora… No co się tak patrzysz? Dwadzieścia osiem lat masz, tak? No to ani się obejrzysz, a już trzydziestka na karku. To kiedy ty chcesz mieć dzieci? Potem to już niebezpieczne, jeszcze downa jakiegoś spłodzicie albo innego potworka i kto to potem będzie niańczył? Ty mi nie mów, że nie chcesz mieć. Co znaczy “nie chcesz”? Tego się potem żałuje na starość. Znam jedną taką, co dzieci nie miała. Normalnie wariatka. A że w grzechu żyjesz, to wiesz. Żeby razem mieszkać, to powinniście mieć ślub. Znowu do komunii nie poszłaś. A przynajmniej raz w roku trzeba. Bo to nigdy nie wiadomo.

Czemu nic nie jecie? A dla kogo ja to wszystko kupiłam, pogotowałam…? Jak jest, to trzeba zjeść. Paweł, co ty niby widzisz w tym telefonie? Gapisz się i gapisz. Wziąłbyś makowca trochę, zjadłbyś. Świeżutki przecież, nie ma co czekać, aż się zeschnie. Przedwczoraj, jak byłam u tej mojej lekarki, to ona mi powiedziała, że powinnam schudnąć. To ja się jej pytam: a niby jak mam schudnąć? Nie jeść mam czy co? Jak głodna jestem, to zjeść muszę, bo mnie tak ssa o, tutaj, że normalnie nie wiem. Jeszcze póki ojciec żył, świeć Panie nad jego duszą, to i normalne obiady gotowałam. A teraz? Dla kogo mam gotować? Dla siebie mi się nie chce. Ale jem. No to ja jej mówię, że z głodu zdychać nie będę. A ona, że się ruszać powinnam. Jak się ruszać, jak mnie ciągle nogi bolą? To mówię jej, że ja już swoje w życiu wybiegałam. I że ona nie wie, jak to jest na stare lata, więc niech nie gada, tylko mi jakieś proszki wypisze i spokój da. A ten kubek odstaw, jak herbatę wypiłeś.

No i czemu nie mówicie, co u was? A ty powiedz, Beata, co z Krzyśkiem? On z tej Anglii coś wrócić nie chce, co? Kiedy on wreszcie zarobi na te wasze mieszkanie? On tam zbiera, czy ci na konto przesyła? Ja ci mówię, ty powinnaś tam do niego pojechać. Niespodziewanie najlepiej. Bo to różnie bywa. Ani się obejrzysz, a on tam sobie jakąś znajdzie i co wtedy? Oni tam takich prawników mają, że rozwód raz-dwa załatwią i nawet z alimentów go wykręcą. Jak tej mojej chrześnicy chłopak pojechał, to już po pół roku ją rzucił, bo sobie nową znalazł. I to Polkę. Chłop to ma swoje potrzeby, ja ci mówię. Jak nie dopilnujesz, to pójdzie w długą. A ja to bym tam nie mogła, w tej Anglii. Nie to, że języka nie znam, nauczyć bym się pewnie nauczyła. Ale jak nieraz w telewizji pokazują, to tam u nich co drugi to czarny albo jakiś muzułmanin. Strach ulicą przejść. Idzie taki z przeciwka i nie wiadomo, co mu do łba strzeli. Kaczyński ma rację, że ich nie wpuszcza. Jaki jest, taki jest, ale przynajmniej bać się człowiek nie musi.

Ty do WC idziesz, tak? To jak będziesz spuszczać wodę, to uważaj na ten dzyndzyk przy spłuczce. Jak nie spadnie z powrotem, to go wciśnij. Mówiłam w spółdzielni, żeby mi naprawili, ale oni, że to sprawa lokatora. Jak mi coś zostanie na koniec miesiąca, to po hydraulika jakiegoś zadzwonię. W gazecie pewnie jest jakiś numer. Póki ojciec żył, to wszystko sam w domu naprawił. Musiałam mówić sto razy, ale w końcu zrobił. Paweł, zjadłeś to ciasto? To może żurku ci podgrzeję, bo już zimny pewnie? Aaaj tam, nie możesz. Raz do roku możesz. No, dwa, bo w Boże Narodzenie też zjeść trzeba. Nigdzie tak nie pojesz jak u mnie. A jeść musisz. Na nocki robisz, to siły musisz mieć. W dzień spanie to nie jest spanie. Ja sama wiem, bo nieraz oglądam telewizor w dzień i przysnę, to potem wstaję połamana.

O, znowu te reklamy dają. Kup to, kup tamto… A skąd człowiek ma pieniądze brać na to wszystko, co nie? W zeszłym miesiącu to się nieźle nakombinowałam, żeby Karolci medalik srebrny na komunię kupić i żeby mi na leki starczyło. Ale jakoś stykło na szczęście. Teraz znowu ta spłuczka. Chyba pójdę sprawdzić, czy ona sobie da radę, bo jak nie wciśnie tego zypcyka, to się będzie woda lała cały czas, a ja tyle za wodę płacę… Ty pójdziesz? Dobrze, to dopilnuj. Aha, i sam też wciśnij. Kawy może zrobię? Kto chce kawy? Aśka? Paweł? Beata? Heniek, a ty? Już wypiłeś przecież. I co tak siedzisz jak na tureckim kazaniu? Bo zaraz zgaszę ten telewizor. W końcu święta są po to, żeby porozmawiać między sobą.

Wy to już nie pamiętacie, ale kiedyś telewizja lepsza była. Niby tylko dwa programy, co ja mówię, kiedyś to był tylko jeden nawet, a całe święta było co oglądać. Filmy ładne puszczali, bajki dla dzieci, tego, jak mu tam, Disneya… A dla dorosłych zawsze jakiś western był albo komedia. Nie to co teraz. Tylko gadają i reklamy. Gdzie nie przełączysz, tam reklamy. A filmy teraz to takie, że się tego oglądać nie da. I o tej polityce cały czas, jakby człowiek własnego rozumu nie miał. Po całych dniach na tego Kaczyńskiego plują. A on przecież dobrze chce dla Polski. Bo to patriota jest, nie to, co ci tam, te platfusy, KOD-y jakieś, alimenciarze i złodzieje, nic więcej.

A widzieliście tą bombę, co ją Amerykanie na dzikusów zrzucili? Ale pierdolnęło… Co? Już ty mi nie wymawiaj. Że sobie raz powiem? Ja przez całe życie tyle nie naprzeklinałam, ile wy w ciągu jednego dnia, bo to ja nie wiem? Polska też powinna mieć takie bomby, żeby Ruski wiedział, że z nami lepiej nie zaczynać. A oni helikoptery jakieś chcą kupować. I kupić nie mogą. Na co nam to? A bomby to zawsze bomby. Jakby co, to parę sztuk na Moskwę i zaraz byłby spokój. Bo rakiet nie mamy przecież. No ale teraz, jak ten Macierewicz tam rządzi, to może kupią. Albo sami wyprodukujemy? A co to my, gorsi jacyś? Bomby nie umiemy zrobić?

Ja to się tak cieszę, jak przyjdziecie i opowiecie, co u was. Bo co ja mam do powiedzenia? Swoje lata mam, w szerokim świecie nie bywam. Ot, do kościoła pójdę, do ojca na cmentarz, Helcię czasem odwiedzę… A tak to nic nie robię. Ja się już narobiłam w życiu. Na telewizor popatrzę, książkę poczytam, z okna nieraz powyglądam… Do sklepu się przejdę i tyle. To co ja mam opowiadać? Mogę tylko siedzieć i słuchać. A i prawo swoje mam, żeby wiedzieć, co się u was dzieje, no nie?

Co, już idziecie?

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.