Cenzura PiS: gdy Fashionelka będzie pisać o Smoleńsku

Zmiany zachodzące w Polsce mogą wkrótce sprawić, że PiS, mający już pod butem władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, sięgnie w końcu po czwartą władzę, czyli media. Cenzura PiS obejmie także internet. Jeśli sądzisz, Czytelniku, że uporanie się z blogerami jest niemożliwe, czytaj dalej. Zdziwisz się, jakie to proste.

Urodziłem się w epoce Władysława Gomułki. W PRL przeżyłem 26 lat, toteż mam pewne pojęcie o tym, jak działa ustrój autorytarny. Pamiętam cenzurę i pełną władzę rządzącej tudzież nieusuwalnej partii nad mediami. Wiem też, że żadna władza autorytarna nie pozwoli sobie na “wrogą propagandę”. U nas nie będzie inaczej i niech Ci się nie zdaje, że jakaś Unia Europejska cokolwiek z tym zdziała. Najwyżej nałoży na Polskę jakieś sankcje, lecz ucierpią wtedy ludzie, a nie władza.

Cenzura PiS obejmie wszystko

Jak cenzura PiS pokona nieprzychylne media

Ze stacjami radiowymi i telewizyjnymi sprawa będzie prosta: koncesję można dać, koncesję można zabrać. TVN i Polsat wyemigrują za granicę? Może, choć tam nie przetrwałyby bez zysków z reklam, ponadto można  zakazać operatorom TV SAT i kablówek umieszczania “wrogich” stacji na liście dostępnych kanałów. Ciach – i nie ma.

Prasa? Wcale nie trzeba będzie tworzyć czegoś na kształt PRL-owskiego Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (tak oficjalnie nazywała się cenzura prewencyjna w Polsce Ludowej). Wystarczy nowa ustawa Prawo prasowe i parę dodatkowych przepisów w Kodeksie karnym. Na przykład:

Kto publicznie znieważa prezydenta, premiera, posła, senatora lub innego przedstawiciela demokratycznie wybranych władz, podlega karze od… do…

Kto publicznie kwestionuje prawdę o Smoleńsku, podlega karze od… do…

Kto publikuje fałszywe lub zmanipulowane treści, zmierzające do obalenia legalnie wybranych władz Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze od… do…

I po sprawie. Nikt się odtąd nie odważy krytykować PiS, PiS-owskiego prezydenta, rządu, posłów, senatorów, ba, nawet lokalnych działaczy. A jak się ktoś odważy, to zapłaci solidną grzywnę, a może nawet trafi za kratki – czemu nie? Gazeta, która coś takiego opublikuje, zostanie wyrejestrowana i zamknięta.

Czy cenzura PiS może objąć internet?

Ależ oczywiście. Nawet nie będzie musiała sięgać po takie rozwiązania techniczne, jak np. w Chinach. Po co?

Już teraz PiS ma do dyspozycji rejestr stron zakazanych, które polscy operatorzy internetu muszą blokować. Zechcesz, Czytelniku, wejść np. na gazeta.pl – a tu coś mniej więcej takiego:

Cenzura PiS zablokuje dostęp do wielu witryn

Owszem, na razie ta cenzura dotyczy serwisów hazardowych i bukmacherskich, ale co stoi na przeszkodzie, by ją rozszerzyć na dowolne witryny, które nie spodobają się rządzącym? Nic, kochanieńki, absolutnie nic. Zresztą może wystarczyć krok opisany powyżej: dotkliwe kary za każdą nieprawomyślną publikację i po kłopocie. Nie uwierzysz, jak szybko dzisiejsi dzielni rycerze słowa zmienią się w potulne zwierzątka. Każdy chce żyć i mieć za co żyć.

Facebook? Można zablokować, ale lepiej zastraszyć użytkowników. Napiszesz na fejsie “Kaczor” i masz trzy miesiące do odsiadki. Zrobisz mema – okaże się, że nielegalnie wykorzystałeś zdjęcie, naruszyłeś prawa autorskie, więc niezależnie od kary za wywrotowe treści odpowiesz jeszcze za kradzież. Twitter? Też rach-ciach i po ćwierkaniu. YouTube? Popatrz tylko…

Jak blogerzy poradzą sobie z cenzurą PiS?

Blogerzy będą mieli problem, bo jest na nich wiele sposobów. Oprócz sposobów wymienionych powyżej, rządząca partia może wydatnie zmniejszyć liczbę blogerów dwoma metodami:

I. Obowiązek rejestracji blogów

Takie zakusy już były. Niewielkie zmiany w przepisach spowodują uznanie blogów, jako publikacji periodycznych, za prasę. Blogi trzeba więc będzie rejestrować w sądzie, ujawniając oczywiście ich autorstwo. Za prowadzenie blogu bez rejestracji grozić będzie surowa kara. Oczywiście na rejestrację zdecydują się tylko ci, którym się blogowanie naprawdę opłaca. Inni dadzą sobie z tym spokój.

II. Obowiązkowa stopka z danymi adresowymi

Proste, a skuteczne. Blogerzy, których na to stać, wynajmą biura (proceder utrzymywania biur wirtualnych zostanie zakazany) i będą podawać ich adresy, ale co zrobią pozostali, na których zostanie nałożony obowiązek podawania w stopce imienia, nazwiska, pełnego adresu i numeru telefonu? Nietrudno zgadnąć. Cenimy sobie prywatność, więc szaraczki (ze mną włącznie) grzecznie polikwidują swoje wpisodajnie.

A ci, którzy nie zechcą rezygnować? Owszem, zarejestrują blogi, będą podawali adresy (biur), ale będą musieli dostosować nieco treści do nowych czasów i przynajmniej cyklicznie dawać władzy do zrozumienia, że ją jak najbardziej popierają. Osiągną to przy pomocy nowych lub odkurzonych tekstów. I tak na przykład:

Jason Hunt zadziwi blogosferę tekstem “Donald Tusk, ty pizdo!”.

Fashionelka zacznie na nowo od ilustrowanego wpisu “Prosta kreacja na rocznicę smoleńską”.

Michał Szafrański doradzi, “Jak odłożyć pieniądze na pielgrzymkę do Katynia”.

Paweł Tkaczyk rozpocznie cotygodniowe rozważania “Elementy storytellingu w encyklikach Świętego Jana Pawła II”.

Kasia Ogórek wzbogaci Twoje DYI instrukcją “Jak zrobić składany krzyż na każdą okazję”.

Zmienią się też znaczenia

W nowych czasach popularne tu i ówdzie trendy nabiorą nowych znaczeń. Taki np. minimalizm zostanie objaśniony jako cnota życia w ubóstwie i skromności, powszechnie pielęgnowana przez duchownych od kardynała do zwykłego księdza. Uważności wymagać będzie studiowanie programu PiS. Decluttering będzie znaczyć tyle, co pozbywanie się zbędnych, nieobyczajnych strojów (bikini, miniówy, szorty itp. paskudztwo) oraz książek autorów znajdujących się na indeksie. Slow life blogerzy objaśnią nam jako spokojne życie od mszy do mszy, spowalniane regularną modlitwą.

 “To niemożliwe. A jeśli nawet, to wyjadę”

Tak sobie myślisz? Błąd. To jest możliwe. Ja już żyłem w takim kraju i jeszcze co nieco pamiętam. I nie boję się specjalnie, bo umiem żyć w takich warunkach. A Ty? Wyjedziesz, tak? Wyjedziesz, jak Cię wypuszczą. A nie wypuszczą, bo ktoś musi pracować. Raz-dwa zostanie zniesiona możliwość przekraczania granicy na dowód osobisty. Wyjechać będzie można tylko z paszportem. Kiedyś, w PRL, paszporty były przechowywane w wydziałach paszportowych właściwych komend milicji. Teraz pewnie będzie je można nadal mieć w szufladzie, ale do przekroczenia granicy konieczne będzie pisemne zezwolenie, o które będzie można wystąpić do właściwego urzędu wojewódzkiego albo KWP. To bez znaczenia. Bez papierka, stempelka albo wlepki w paszporcie nie opuścisz ukochanej ojczyzny.  Koniec, kropka.

Nie namawiam Cię, Czytelniku, do wyjścia na ulicę i protestowania. Dobrze rozumiem, że zarysowana tu wizja może Ci się wydawać wręcz śmieszna, choć zaręczam Ci, że jak najbardziej realna. Ale proszę o jedno: jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś – otwórz oczy. Przeczytaj gazetę. Obejrzyj wiadomości.  A właściwie: audycje propagandowe jednych i drugich. I pomyśl.

Zanim będzie za późno.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com
  • Dzięki wielkie za wspomnienie. Do przemyślenia, trafne.

    • Cała przyjemność po mojej stronie 🙂 Nie sądzę, być czytywał mnie regularnie, więc jestem pod wielkim wrażeniem szybkości działania Twoich narzędzi monitorujących, brawo!.

  • Można sobie zanucić: ale to już było… Tylko dalsza część nie pasuje, niestety.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.