Dupa jesteś, a nie blogerka, czyli: ja, człowiek bez klasy

Wszystko zaczęło się od tego, że jakieś dziewczę wręczyło mi ulotkę zakładu optycznego, mówiąc z uśmiechem „zapraszamy na bezpłatne badanie wzroku”. Ponieważ tak się składa, że rozglądam się za nowymi okularami, zapamiętałem sobie reklamowaną firmę optyczną i w jakiś czas potem odwiedziłem jej stronę internetową. Chciałem się dowiedzieć, jakie szkła korekcyjne oferuje i w jakich mniej więcej cenach.

Nie dowiedziałem się, ponieważ na owej stronie cen nie ma żadnych, a mowa jest tylko o modnych oprawkach. Nijak więc ustalić, czy mają szkła progresywne, do pracy przy komputerze, biurowe etc. Trochę mnie to wkurzyło, więc pofatygowałem się na facebookowy profil tej firmy i napisałem, co myślę o takiej prezentacji, dodając jeszcze parę cierpkich uwag na temat pisowni zaimków.

Firma zareagowała modelowo: publicznie przeprosiła mnie za nieporozumienie i zapowiedziała kontakt prywatny, a w tymże wyjaśniła co nieco i najserdeczniej zaprosiła mnie do salonu po wszelkie informacje. Właśnie wróciłem z tego salonu i wcale niewykluczone, że zamówię tam okulary.

Tyle o relacji klient – marka. Będzie ona jednak punktem wyjścia do dalszych rozważań.

Fot. Leo P. Hidalgo (@yompyz) Nothing wrong via photopin (license)

Staram się unikać czytania blogów, bo coraz bardziej działają mi na nerwy, ale zrobiłem wyjątek dla pewnej wrocławskiej blogerki. Wszedłem i wyczytałem m.in. taki oto akapit:

Jest różnica pomiędzy tym, kiedy telefonicznie składasz reklamację a tym, kiedy publicznie wylewasz swoje żale na facebookowym profilu danej marki. (Szczerze, chcę wierzyć, że ludzi popycha do tego ostateczność). Że niby inaczej nie możesz się z nimi skontaktować. A niech wszyscy zobaczą, jak ja to umiem walczyć o swoje. A pokażę wszystkim, jak to potrafię dowalić argumentami. Nie, nie potrafisz. Jesteś po prostu człowiekiem bez klasy, który wyskrobuje bezsilność na klawiaturze dla kilku lajków poklasku.

Sądzę, że to zbieg okoliczności, choć czasem świat jest mniejszy, niż nam się wydaje. Tak czy inaczej, poczułem się wywołany do tablicy.

Co zwraca moją uwagę w tej wypowiedzi? No cóż, przede wszystkim jej radykalność, tak charakterystyczna dla trzydziestolatków. Doświadczam jej co jakiś czas, a i pamiętam, bo przecież sam kiedyś miałem dwie dychy mniej na liczniku. Młody człowiek widzi, jak ktoś inny coś robi, albo że zrobił – i ocenia. Wydaje wyrok, ogłasza werdykt. On już wie, co to za człowiek. A jeśli ma w zasięgu ręki narzędzia egzekucyjne (bo np. jest administratorem grupy na Facebooku i może banować jej członków), momentalnie egzekwuje swoją decyzję.

W cytowanym tekście nie ma „Uważam, że…” ani „Moim zdaniem”. Jest kategoryczne stwierdzenie, odsądzające sprawcę facebookowego postu na stronie jakiejś marki od czci i wiary. Nie ma „ja postąpiłabym inaczej”. Jest od razu „ty taki-owaki!”. Blogerka wie. Blogerka ocenia. Blogerka jest liderką opinii (tak jej się przynajmniej wydaje), więc wyrokuje. Przecież ma trzydzieści lat, jest dorosła, wszystko już widziała, wszystkiego doświadczyła, ma zatem prawo ferować wyroki.

Co więcej, zdaje się zapominać, że internetowy profil firmy nie jest miejscem na pochwały, ochy i achy, lecz sposobem na kontaktowanie się z klientami – zarówno zadowolonymi, chwalącymi, jak i narzekającymi. Właśnie to, w jaki sposób firma radzi sobie z marudami (takimi jak choćby ja),  wystawia jej świadectwo. Czyjeś marudzenie na fejsie i właściwa odpowiedź firmy może jej przynieść korzyść, a nie ujmę. Czemu więc to potępiać?

Nie muszę chyba dodawać, że ten cytowany fragment jest w moich oczach zwyczajnie słaby. Motywacje człowieka korzystającego tak, a nie inaczej z profilu jakiejś marki mogą być bardzo różne i należy wątpić, czy blogująca dziewczyna choćby dopuszcza taką myśl. A już na pewno nie wie, dlaczego akurat ja zjechałem tę firmę optyczną. Du gleichst dem Geist, den du begreifst, chciałoby się powtórzyć za Mefisto.

Nie przepadam za jej blogiem, ale nie muszę, bo nie do mnie on jest adresowany. Wiem natomiast, że dziewczyna ta popełnia dużo lepsze teksty, toteż sądzę, że ten jej się po prostu nie udał. Dlaczego? Nie wiem. Ale nie wykluczam różnych możliwości:

  • Może miała gorszy dzień.
  • Może to dlatego, że ta dziewczyna zajmuje się ponoć prowadzeniem jakichś firmowych stron na fejsie i musiała akurat uporać się na którejś z nich z autentycznym hejterem.
  • Może coś ją zirytowało.
  • Może źle się czuła i miała potrzebę, by dać upust emocjom.
  • … ? (coś, na co akurat nie wpadnę).

W każdym razie uważam, że napisała coś niezbyt mądrego, coś niedojrzałego, ale to się zdarza. Każdemu. I to nie jest powód, by orzec „bo ona jest taka a taka”.

Gdybym jednak kierował się filozofią zawartą w cytowanym tekście, to per analogiam odpisałbym, być może w komentarzu, mniej więcej tak:

Dupa jesteś, a nie blogerka. Wypisujesz banialuki, na nic więcej cię nie stać. A tak w ogóle, to gdyby nie fakt, że masz względnie zgrabne nogi, a po dużej porcji makijażu nadajesz się nawet na okładkę, pies z kulawą nogą by tego twojego blogu nie czytał.

Podkreślam: gdybym. Ale to już dwadzieścia, a może więcej lat za mną. Dziś nie osądzam ludzi po jednorazowym uczynku, zaniechaniu ani fragmencie tekstu.

I Ciebie też, Czytelniku, do tego namawiam. Staraj się być powściągliwy w sądach, w ocenianiu innych ludzi. Nie feruj wyroków, jeśli dysponujesz tylko jakąś jedną obserwacją. Nie wmawiaj sobie, że znasz wszystkie ludzkie motywacje oraz przyczyny, które sprawiają, że ludzie zachowują się tak, a nie inaczej.

To trudne, wiem. Ale jest jedna prosta zasada, której łatwo się trzymać, a która chroni przed pochopnością:

Oceniaj uczynki, dzieła i zaniechania. Nie oceniaj ludzi.

Bo nie każdy, kto postąpił niemądrze, jest głupi.
Nie każdy, kto zachował się niegrzecznie, jest chamem.
Nie każdy, kto schował znalezioną na chodniku stówę do kieszeni, jest złodziejem.

Nawet jeśli w danej chwili tak nam się wydaje.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.