Jak w dwie minuty wyleczyć się z pisania

Jeśli to zrobisz – pożałujesz. To, co Ci za chwilę pokażę, potrafi skutecznie wyleczyć z grafomanii wszelkiej maści, z blogowaniem na czele. Ale nawet jeśli nie blogujesz, tylko masz w internecie swoją stronę, ta nauczka też Ci dobrze zrobi. Bo to jest tak:

W przypływie optymizmu wyobrażamy sobie naszego czytelnika albo odwiedzającego stronę. Zrobił sobie kawę albo herbatę, usiadł wygodnie przy komputerze, wchodzi na naszą stronę, wybiera interesujący go fragment i z uwagą czyta.

Taaa.

Zapomnij.

Przekonaj się, co ludzie robią na Twojej stronie

Jak to zrobić? To bardzo proste:

I. Wchodzisz na stronę smartlook.com. Brzmi obco, ale strona jest po polsku.

II. Podajesz e-mail i własne hasło, dzięki czemu zakładasz darmowe konto.

III. Podajesz adres swojej strony.

IV. Pobierasz kod JavaScript.

V. Umieszczasz ten kod między <head> a </head>. Zapisujesz. Gotowe.

Blogujesz na WordPressie? To robisz tak: klikasz w Kokpicie w Wygląd –> Edytor i wyszukujesz nagłówek motywu, czyli plik header.php. To właśnie tam wklejasz kod.

Od tej pory niewidzialna kamera nagrywa każde wejście na Twoją stronę. A nagrania możesz sobie odtworzyć. Wygląda to mniej więcej tak:

W tym akurat wypadku jakiś misio scrollował mój wpis na telefonie, dlatego obrazek w środku jest maleńki. Gdyby wlazł tam z komputera, byłby większy. To małe żółte w lewym górnym rogu obrazka z Zauchą to brudny paluch misia. Gdyby to był nie telefon, a komputer, byłoby widać kursor jego myszki.

Najlepszy demotywator świata

Na takim “filmie” dokładnie widać, co misio robi na stronie. Ściślej: czego nie robi. Jeszcze ściślej: że nie czyta. Przewija szybciutko, może coś kliknie, może nie. I idzie w cholerę.

I wtedy szlag Cię trafia. I słusznie.

Bo Ty piszesz. Starannie dobierasz słowa. Układasz zdania. Tworzysz śródtytuły. Kombinujesz, jak to wszystko ustawić, żeby się guglom podobało. Potem poprawiasz. Dopieszczasz. Cyzelujesz. Bo chcesz, żeby misio rozsmakował się w Twojej pisaninie, zakochał się w niej i żyć bez niej odtąd nie mógł. A po drodze polubił Twój fanpejdż, a wpis szernął, gdzie tylko może. He, he, he…

No zaraz, ale przecież masz Google Analytics, a stamtąd wiesz, że jest ileś tysięcy misiów. Ich średni czas pobytu na Twojej stronie jest dłuższy, współczynnik odrzuceń niewielki, więc to bzdura jakaś.

Nie. Na takim filmiku zobaczysz też, że misio, i owszem, ma otwartą kartę z Twoją stroną, ale sam jest już zupełnie gdzie indziej. On może godzinami wisieć u Ciebie, ale czyta lub ogląda zupełnie co innego. De facto całe to GA możesz sobie włożyć tam, skąd na ogół co nieco wypada.

To tu jest prawda.

Dobrze, przecież masz społeczność, masz komcie – dyć to dowód na to, że Cię czytają i uwielbiają. No to przyjrzyj się, jak czytają. Ile czasu poświęcają na jeden akapit. Jak oglądają obrazki, którymi w pocie czoła ilustrujesz swoje dzieła. Jak chłoną infografiki, które wyczarowujesz dla nich w zagramanicznych serwisach.

Zobacz też, jak traktują linki, które misiom serwujesz. Hi hi…

Zobacz, gdzie oni mają “wiedzę”, którą starasz się im przekazać. Nawet ci, którzy wleźli z Google (przy okazji każdego nagrania dostajesz też informację, skąd toto przylazło) i teoretycznie szukają odpowiedzi na palące ich pytania.

Powiem Ci całkiem szczerze: odkąd dysponuję tą – stosunkowo nową dla mnie – wiedzą, jestem bliższy niż kiedykolwiek zrobienia czegoś bardzo mądrego, czyli umieszczenia i tego blogu, i wszystkich socjal-przekaziorów tam, gdzie ich miejsce. W sumie nie wiem, jaka irracjonalna nadzieja jeszcze mnie przed tym krokiem powstrzymuje. Jak się dowiem, to dam jej w ryj, znokautuję ją, a potem wreszcie zmądrzeję i przestanę tracić czas na pisanie czegokolwiek, za co mi nie płacą.

Naprawdę nie warto tracić na to czasu, jeśli jakimś cudem nie jesteś na topie i nie liczysz misiów w dziesiątkach tysięcy. Choć pewnie i wtedy byłoby Ci bardzo nie w smak zobaczyć, ile szacunku, a nawet zwykłej uwagi mają misiowie dla efektów Twojej wielogodzinnej pracy.

Być może i Ty jesteś właśnie misiem w mojej ukrytej kamerze. Mając tę świadomość, możesz mi pomachać. Chcesz? To namaluj kursorem na ekranie dużą literę T.

To będzie nasz dialog, na który już się cieszę. Bo przecież ani do mnie nie napiszesz, ani nie wejdziesz na Facebooka, żeby mi wysmażyć parę komplementów, prawda?

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com
  • Właśnie pomachałam! A co do tekstów, to smutna to prawda! Faktycznie jak się o tym pomyśli, to cała ochota na pisanie wyparowuje w oka mgnieniu. Ja też mam taki czas teraz, musi więc trochę poleżeć, ułożyć się w głowie i zacznę pisać od nowa. Dla siebie, bo taki był też zamiar 🙂

    • Też jestem zdania, że czasami trzeba odpocząć od pisania. Szkoda tylko, że za taki odpoczynek na ogół płacimy utratą czytelników, o których potem trzeba walczyć od nowa. Miłego niepisania 🙂

  • Martyna Cieślińska

    O ja przeczytałam całość. Muszę powiedzieć że super sprawa z tą stroną. Raczej staram się czytać tekst cały, jeśli już mam coś skomentować to chciałabym aby autor chociaż w mały stopniu miał jakąś milą korzyść z moich słów. Jak sam napisałeś autorzy starają się dopierają słowa i dopieszczają czy na darmo? Jak tekst jest dobrze napisany to chociażby tematyka mnie nie do końca interesowała to czytam. Uczę się dzięki temu lepszego pisania:]
    Pozdrawiam, Martyna

    • Tak, sprawa jest super, jeśli to, co widzimy na filmikach, daje powody do satysfakcji. I tego Ci życzę 🙂

  • Kulinarna Strona Mocy

    Smutne to wieści, choć w sumie nie bardzo zaskakujące. Wystarczy poczytać niektóre komentarze pod tekstami, a widać, że niektórzy nie czytają tekstu. Komentarze są z pupska:) Czasami mnie to wkurza, ale chyba coraz mniej. Pozdrawiam i życzę samych mądrych, wdzięcznych misiów 🙂
    A- dziękuję Ci bardzo za linka, będę podglądać.

    • Ja właśnie robię eksperyment: jeszcze kilka dni temu w moim blogu w ogóle nie można było komentować. Teraz włączyłem komentarze – być może na chwilę, jeszcze nie wiem 🙂 Albo zbuduję “społeczność”, albo wyłączę Disqusa na amen.

      • Kulinarna Strona Mocy

        A dlaczego tak ustawiłeś? Nie chciałeś komentarzy?

        • Ano nie chciałem. Nie mam daru pozyskiwania wielu komentarzy, choć wiele czytałem o tej sztuce, a nawet kursa wszelakie odbyłem. Poza tym nie chciałbym się np. wykłócać z czytelnikami o jakiś przecinek lub jego brak – już choćby z braku czasu.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.