Korekta tekstu – czemu to tyle kosztuje?

Być może, przeglądając cennik, zadałeś sobie pytanie, czemu redakcja lub korekta tekstu nie kosztuje np. 1 zł za stronę. Tyle biorą przecież tani copywriterzy za napisanie 1000 znaków ze spacjami. Może masz przed oczami scenę bodaj z serialu “Alternatywy 4”, w której nauczycielka polskiego przegląda wypracowania uczniów. Bzzz – bzzz – bzzz… Długopis w jej ręce szybko przemyka od lewej do prawej, z powrotem i od nowa. Czasem tylko dłoń zatrzyma się na chwilę, a długopis pozostawia w zeszycie jakiś znak lub dopisek.

Redakcja lub korekta tekstu to nie prosta praca na akord

Moja praca to nie jest poprawianie wypracowań. Jest to praca żmudna, wymagająca uwagi i skupienia. Często konieczne jest zaglądanie do słowników i literatury fachowej. Nanoszenie poprawek trwa dłużej niż w zeszycie, dajmy na to, szóstoklasisty. Po paru godzinach oczy i głowa mogą rozboleć…

Jak sądzisz – jaka jest dzienna wydajność redaktora?

50 stron? Może 100? Może 150?

Nie. Przyjmuje się, że jest to jeden arkusz wydawniczy, czyli 40 000 znaków ze spacjami. To zaledwie 22 strony tekstu znormalizowanego. Oczywiście można “przerobić” trochę więcej, ale korekta tekstu w wykonaniu zmęczonego redaktora może przerodzić się w partactwo. Szanując i moich Klientów, i siebie samego, nigdy więcej w ciągu dnia nie poprawiam.

Dlaczego korekta tekstu tyle kosztuje?

Redakcja i korekta nie może być tania, jeśli ma zostać wykonana rzetelnie.

A jakie koszty ponosi redaktor?

Zacznijmy od tego, czego potrzebuję do pracy:

  • dwóch komputerów i dwóch różnych łączy internetowych (jedna maszyna lub jedno łącze zawsze może zawieść, może wystąpić brak prądu – a Klient czeka na swój tekst);
  • niezbędnego oprogramowania z MS Word na czele;
  • słowników i literatury fachowej.

Nikt mi tego nie daje za darmo – wszystko to muszę kupić za własne pieniądze.

Muszę też opłacić:

  • reklamę, dzięki której trafiasz na moją stronę (co najmniej kilkaset złotych miesięcznie, nierzadko więcej;
  • comiesięczną składkę ZUS (obecnie ok. 1120 zł);
  • usługi biura rachunkowego;
  • czynsz za wynajem wirtualnego biura;
  • domenę i serwer.

Oczywiście nie cały mój przychód to suma, której mogę użyć na pokrycie tych kosztów. Podatek VAT i podatek dochodowy zabiera mi fiskus.

Możemy więc przyjąć, że na stałe opłaty (tylko firmowe – moich prywatnych nie liczę) potrzebuję miesięcznie nie mniej niż 2000 zł. Załóżmy na chwilę, że mam pełen portfel zleceń i przez 22 dni robocze w miesiącu nie robię nic innego, tylko poprawiam teksty. 22 dni x 22 strony = 484 strony tekstu.  Gdybym więc miał osiągać zerowy zysk, musiałbym zarabiać dziennie 2000 : 22 = 90,90 zł. To daje już 90,90 : 22 (strony) = 4,13 zł za stronę.

Zaraz, a gdzie jest moja pensja?!

No dobrze, ale przecież pracuję dla chleba, panie, dla chleba, a nie tylko po to, by pokryć koszty. Mam za sobą 30 lat pracy zawodowej. Gdy ostatnio “gościłem” hydraulika, to okazało się, że godzina jego pracy kosztuje 70 zł, a więc ośmiogodzinny dzień pracy to 560 zł. Owszem, hydraulik ma ciężką pracę, w pełni ją szanuję, ale czy znasz jakikolwiek powód, żebym ja z moim wykształceniem, moją wiedzą, doświadczeniem i pracowitością zarabiał mniej? Tymczasem, chcąc zarabiać tyle samo, co pan hydraulik, musiałbym brać za stronę 560 : 22 = 25 zł i 45 groszy!

Jakim cudem “winszuję sobie” znacznie mniej – niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. Ale wiedz proszę, że tych kilka czy – naprawdę sporadycznie – 10-12 zł za stronę (gdy np. jest to tekst pisany przez obcokrajowca, czyli taki, w którym trzeba poprawiać każde zdanie), to naprawdę nie jest krwawy haracz zbierany z myślą o nowym porsche. Jeśli uważasz, że to za dużo – najwyraźniej nie szanujesz mojej pracy.

Masz do tego pełne prawo. Na szczęście są tacy, którzy ją doceniają, co daje mi nie tylko satysfakcję, ale i zarobek.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.