Korekta tekstu przez Internet – czemu tak ją wyceniam

Odbyłem niedawno dłuższą polemikę z internautą, który chciał zamówić (i ostatecznie zamówił) u mnie korektę tekstu przez Internet. Wszystko zaczęło się od tego, że zapytał mnie mailem, ile to kosztuje przy założeniu, że tekst ma 170 tysięcy znaków. Odpowiedziałem mu, jak każdemu, kto zadaje takie pytanie, że nie wiem, bo moja stawka za stronę zależy od tekstu – jego jakości i treści. Nie mógł się z tym pogodzić. 

Internauta wychodził z założenia, że tekst to po prostu określona ilość znaków, powinienem więc mieć jedną stawkę dla wszystkich tekstów, no może uzależnioną od objętości tekstu, bo wiadomo, że w hurcie jest taniej. Swoją tezę wzmacniał i tym, że część korektorów wycenia tak właśnie, np. 7 zł za 1800 znaków i koniec. Ja natomiast „upieram się”, jak to określił, by wyceniać usługę indywidualnie i nie podawać ceny, dopóki nie zapoznam się z tekstem.

Tak, upieram się i mam swoje racje.

Korekta tekstu przez Internet – od czego zależy cena

Wyobraźmy sobie, że podam potencjalnemu klientowi stawkę. Niewysoką, bo zależy mi na jego zamówieniu.

Gram w tym momencie w rosyjską ruletkę: nie wiem, jaki tekst mi przyśle.

Po pierwsze: nie wiem, jaką polszczyzną się ten klient posługuje. Być może poprawną lub choćby w miarę poprawną. To sprawia, że mogę przewidzieć, ile czasu i pracy pochłonie poprawa jego tekstu. Niestety, niezwykle często trafia mi się korekta tekstów pisanych przez ludzi, którym współcześnie przypisuje się rozmaite „dys-y”, a więc zaburzenia poważnie utrudniające poprawne pisanie. W takich tekstach muszę poprawiać każde zdanie. Ich autorzy nie tylko mnożą literówki, ale też potrafią stworzyć nie lada zagwozdkę dla korektora.

Na przykład autorzy opowiadań i powieści s-f, fantasy itp. nadają swoim bohaterom wymyślne imiona i nazwiska. Problem w tym, że za każdym razem podają je inaczej. Oto np. książę Atrakus może być dwie strony dalej Artakusem, potem Atrakussem, potem Artakussem, by w końcu okazało się, że to Astrakuss. Naprawdę. Jeśli takich imion w tekście jest wiele, proces redagowania wydłuża się, bo za każdym razem muszę pytać autora, która postać imienia jest prawidłowa. To samo dotyczy nazw geograficznych, nazw maszyn, broni itp.

Chcę więc zawczasu poznać tekst, by wiedzieć, czy są w nim takie niespodzianki.

Korekta tekstu przez Internet

Korekta tekstu naukowego też bywa polem minowym

Bardzo często redaguję rozmaite teksty o mniej lub bardziej naukowym charakterze. Teoretycznie nie powinno być z tym problemu, bo za treść nie odpowiadam, a słownictwo fachowe mogę sprawdzać w dostępnych źródłach. Kiedyś jednak trafiła mi się rozprawa o malarstwie azjatyckim. Długo jej nie zapomnę, bo i w niej roiło się od nazwisk. Co z tego, że prawdziwych, skoro pisownię każdego z nich trzeba było mozolnie sprawdzać, choć często nie bardzo było gdzie. Nazwiska chińskie i japońskie mają tymczasem to do siebie, że w alfabecie łacińskim każdy zapisuje je inaczej. To kolejna sytuacja, w której korekta tekstu przez Internet bywa dla redaktora katorgą, musi więc kosztować więcej niż poprawianie np. firmowego sprawozdania.

MS Word a korekta tekstu

Otrzymywane zlecenia dzielą się między innymi na te, które wymagają formatowania tekstu oraz te, w których nie jest to potrzebne (np. teksty na strony WWW). Korekta tekstu wymagającego formatowania też czasem nieźle daje mi popalić. Dlaczego?

Jest takie stare żydowskie przysłowie mówiące o tym, że kiedy głupiec wrzuci kamień do ogrodu, potrzeba dziesięciu mędrców, by go stamtąd usunąć. Nie chcę oczywiście nikogo obrażać, ale niektórzy „mistrzowie Worda” potrafią sprawić, że ktoś siedzący niedaleko mnie mógłby na nowo napisać Słownik wyrazów brzydkich – tak klnę.

Nie jest bowiem wielką sztuką napisać coś w MS Word od nowa i elegancko to sformatować, ale często spotykam w tekstach miejsca, które wprawiają mnie w prawdziwe zdumienie. Po prostu nie mam pojęcia, jak autorom udaje się osiągnąć formatowanie, którego za żadne skarby nie można poprawić zwykłymi metodami edycji. Niektórzy potrafią tak „zakodować” fragmenty tekstu, że sypią się marginesy, wyliczenia, odstępy między wyrazami i co tylko jeszcze może się posypać.

I znów korekta tekstu przez Internet trwa dłużej niż mogłaby, gdyby autor nie zamieścił w nim takich utrudnień. Kiedy zapoznaję się z tekstem w celu jego wyceny, sprawdzam więc między innymi, czy są w nim miejsca, które przyspieszą mój proces siwienia z powodu złego formatowania.

Każde zlecenie jest inne

Z tych i innych powodów każde zlecenie traktuję indywidualnie. Dzięki sporemu doświadczeniu potrafię dziś bardzo szybko ocenić, ile czasu i pracy pochłonie dana korekta tekstu. A raczej redakcja, ale wybaczcie mi ten ukłon w stronę wyszukiwarki. Nigdy nie zdecyduję się więc na jedną, stałą stawkę. Mam zamiast tego widełki cenowe i to z nich korzystam. Przeważnie podaję je pytającym o cenę.

Czasem to wystarcza.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: biuro@texter.pl

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie. Wiedz przy tym, że jeśli odwiedzasz w internecie strony z gejowskim porno lub suplementami diety albo – o zgrozo – blogi młodych matek, to ja o tym nie wiem i nic nie chcę wiedzieć, to wyłącznie Twoja prywatna sprawa.