List do potwora – do korektora

Do mojej blogowej skrzynki e-mail trafiły wczoraj dwa maile od pewnej Czytelniczki. Mogę powiedzieć, że pomogliśmy sobie wzajemnie. Na ile tylko umiałem, pomogłem jej w sprawie, z którą się do mnie zwróciła. Ona z kolei pomogła mi zrozumieć, dlaczego dostaję tak niewiele poczty i to nie tylko na adres podany w blogu. W sumie aż się sobie dziwię, że sam na to nie wpadłem: ludzie po prostu boją się do mnie pisać. Wytłumaczył mi to pierwszy mail od tej dziewczyny. Pytała w nim, czy… może do mnie napisać, chociaż robi błędy.

Potwór, monstrum i maszkara

W tym momencie zrozumiałem, jakim przekleństwem jest mój zawód. Iluś ludzi, może wartościowych, może sympatycznych, może wspaniałych pod jakimś jeszcze innym względem nigdy nie spotkam na swojej drodze. Dlaczego?  Ponieważ są przekonani, że gdy do mnie napiszą, dostaną swoje maile z powrotem wraz z listą błędów oraz życzliwą radą, by zgłosili się do najbliższej szkoły podstawowej z prośbą o ponowienie cyklu edukacyjnego. Albo i gorzej – z komentarzem sugerującym, że półgłówek, debil i analfabeta to najłagodniejsze określenia, jakie umiem znaleźć dla kogoś, kto postawił przecinek w niewłaściwym miejscu. Co i mnie samemu zresztą czasami się zdarza.

potwór

Jak zrobisz błąd, to Ci się przyśnię…

A do tego starzec…

Na moją niekorzyść działa także wiek: rocznik 1963 to przecież epoka zamierzchła, prehistoria. Człowiek w niej urodzony to nobliwy albo zgryźliwy starzec. Trzeba się do niego zwracać per “szanowny panie”. Jeżeli w ogóle raczy odpowiedzieć na maila, zacznie odpowiedź od “moje dziecko” albo “dziecko drogie”. Potem zbeszta z góry na dół, a na końcu łaskawie wybaczy uchybienia, komentując je słowami “no cóż: młodyś – głupiś, ale to minie”.

Napisz, nie bój się

Wspomnianej na wstępie Czytelniczce musiałem więc najpierw obiecać, że w ogóle nie zwrócę uwagi na ewentualne błędy. Było to całkowicie niepotrzebne, bo nigdy nie zwracam. Owszem, wykonuję zawód językowego policjanta, ale tylko wtedy, gdy ktoś się o to do mnie zwraca i z góry mi za to zapłaci. Owszem, bywają wyjątki. Gdy kogoś bardzo lubię, a temu komuś zdarzy się jakiś naprawdę koszmarny błąd w publicznie dostępnym tekście, np. w blogu, to z zachowaniem taktu i pełną życzliwością, możliwie delikatnie podpowiem mu, co należałoby poprawić.

Swój chłop

Na co dzień natomiast traktuję język komunikujących się ze mną ludzi zupełnie zwyczajnie.  Wsłuchuję i wczytuję się w treść, niespecjalnie zwracając uwagę na formę. I do głowy by mi nie przyszło poprawianie jakiegokolwiek tekstu innego niż przedmiot zlecenia, za które mi zapłacono. No dobrze, kiedyś delikatnie zwróciłem pewnemu młodemu człowiekowi uwagę, że słowo, którym mnie określił, ma cztery litery, a nie trzy, jak mu się wydawało. Ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę.

Kiedyś zatrę ślady

Bardzo lubię dostawać maile (z wyjątkiem próśb o indywidualne, bezpłatne porady językowe). Jestem ciekaw świata i ludzi, chętnie wymieniam poglądy.  Chętnie się spieram, a gdy mnie ktoś prosi o opinię czy radę, służę mu nią w miarę moich skromnych lub ogromnych (niepotrzebne skreślić) możliwości. Wraz ze stopniowym rozwojem Po polskiemu cieszę się też zawsze, gdy jakiś mój tekst skłoni kogoś do podzielenia się ze mną uwagami na jego temat.

Lecz kto wie, może na całkiem stare lata zmienię zawód i starannie zatrę wszelkie ślady po obecnym. Piszonc coś na Facebooku bede robił od czasu do czasu błędy, żeby wydać się czytelniką kimś niegroźnym, kimś z gatunku “spoko ziomal”.

Może wtedy czas oczekiwania na comiesięczny przelew z ZUS-u wypełni mi do jakiegoś stopnia korespondencja.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.