Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy – Joanna Wrycza-Bekier

Ta książka wzbudziła we mnie bunt, wzbudziła sprzeciw, choć jest niezwykle przydatna każdemu, kto w jakikolwiek sposób zajmuje się pisaniem lub redagowaniem tekstów. Czy to bloger, copywriter, dziennikarz, naukowiec czy literat – każdy znajdzie tu wskazówki dla siebie. “Magia słów” jest przystępnie napisana. Wszystkie podawane reguły poparto przykładami, w tym także zaczerpniętymi z klasyki literatury. Uczy, koryguje, uwalnia od złych nawyków, a jednak drażni. Przynajmniej mnie, który pisanie i uważa za proces rejestracji myśli i  sprzeciwia się przemianie sztuki w rzemiosło. 

Autorka poświęciła wiele miejsca powszechnie znanym słowom i zwrotom, których stosowanie bardziej szkodzi niż sprzyja jakości tekstu. Wymienia cztery “wampiry energetyczne” i przeciwstawia je dynamicznym czasownikom, które nadają tekstowi moc. Pokazuje, jak eksponować ważne elementy poprzez stosowanie właściwej konstrukcji zdań. Czytelnik dowie się, jak zaciekawiać odbiorcę i jakich słów-śmieci warto się z tekstu pozbyć.

Jest też co nieco dla początkujących literatów. Jak opowiedzieć historię, jak pokazywać (a nie opisywać), grać na emocjach, budować napięcie, malować słowami i pobudzać zmysły.

Nasi praprzodkowie wierzyli, że słowa dają władzę nad rzeczami. Odpowiednio wypowiedzianym słowem można było zapewnić sobie obfite zbiory czy przywołać duchy. Słowa wciąż mają wielką moc, tylko czasami o niej zapominamy.

Powtarzamy uparcie, że obraz wart jest tysiąca słów. Czy na pewno? Obraz wywołuje emocje, skojarzenia, domysły, ale tylko słowa opowiadają historię tak, jak się wydarzyła. Obraz może kogoś oczarować, lecz z nikim nie porozmawia.

Joanna Wrycza-Bekier, Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2014

Rzadko mi się zdarzało, bym w trakcie czytania (trwającego dwa dni) odmówił autorce racji. Owszem, uniosłem ze zdziwieniem prawą brew na widok zalecenia, by zwrot “w nawiązaniu do” zamieniać na “o”. Pojęcia nie mam, jak autorka to sobie wyobraża. “O Państwa piśmie z 15 października uprzejmie informujemy, że…?” To jednak wyjątek, bo pozostałe przykłady mnie przekonują, a książka pokazała mi ileś moich własnych słabych punktów, nad którymi będę musiał popracować. Mało który czytelnik będzie zawiedziony, bo mało kto (jeżeli ktoś w ogóle) wszystkie te zasady zna i konsekwentnie stosuje.

Magia słów

Dość tych komplementów

Odkładając książkę na półkę, miałem dwie refleksje. Pierwsza to ta, że trzeba będzie niejeden raz kłaść ją na biurku, wertować, szukać właściwego fragmentu, poprawiać, może nawet ćwiczyć. Druga dotyczyła definicji pisania. “Magia słów” sprawiała, że niekiedy wyobrażałem sobie przez ułamek sekundy autora z kluczem francuskim, schematem rozpiętym na desce kreślarskiej i jakimiś elementami, które autor wedle schematu łączy. Ot, taki fragmencik:

Autor oparł się pokusie, by zakończyć zdanie po słowach “wieżyczki św. Anny”. Udało mu się to dzięki połączeniu dwóch technik wydłużających zdanie – wyliczeniu i paralelizmowi.

Czy Tomas Venclova, tworząc “Opisać Wilno”,  miał za plecami naszą autorkę “Magii słów?” Bo jeśli nie, to skąd wiadomo, czy miał pokusę zakończenia zdania wcześniej, niż to uczynił? Co więcej: “użył technik”, czy po prostu przyszło mu do głowy, żeby tak to napisać i tak też napisał?

A taki Sienkiewicz? Gryzmolił swoje powieści, mając na biurku “Podręcznik pisania powieści” i “101 sposobów na napisanie trylogii”? Nie znam tajemnic jego warsztatu, ale nie chciałbym się dowiedzieć, że tworzył według jakiejś mądrej książki, traktującej o tym, jak pisać powieści.

Magia słów a Schody do nieba

Znasz, Czytelniku, “Stairway to Heaven”?  Nie może być inaczej. Tekst jest absurdalny i genialny zarazem. Czy coś takiego można stworzyć z klocków, z elementów montowanych według instrukcji? Nigdy w to nie uwierzę. Ba, nie wierzę, że coś takiego można stworzyć bez użycia środków, że tak powiem, wspomagających swobodne myślenie.  Nie, takiego tekstu ani takiej muzyki nie mógł stworzyć ktoś działający według utartych reguł.

Nie wierzę w to i nie chcę wierzyć. Nie dopuszczam myśli, że pisanie, komponowanie, malowanie, rzeźbienie i inne przejawy tego, co nazywamy twórczością (o sztuce już nie wspominając), można opierać o zbiory zasad i technik. Owszem, pewne ogólne ramy istnieją, pewne schematy się powtarzają – to nieuniknione. Ale nie mówcie mi, że o ile nawet można to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze i analizować pod każdym możliwym kątem, o tyle można też w drugą stronę. Nie, nie i jeszcze raz nie!

Bo gdyby tak było, bylibyśmy na prostej drodze do tego, by już wkrótce genialne teksty pisały dla nas komputery. One już teraz coraz lepiej radzą sobie z naszą mową. Co będzie, jeśli za ileś lat ktoś wstuka w pamięć komputera cały zasób słów jakiegoś języka, obuduje to oprogramowaniem i naciśnie Enter? Może z drukarki popłyną wówczas strony powieści wszechczasów, ale ja nie będę chciał jej przeczytać. Twórczość jest dla mnie coś warta, gdy pochodzi od człowieka. Nie musi być doskonała, może mieć jakieś ułomności, ale niechże będzie pochodną czyjejś myśli i talentu, a nie rzemiosła polegającego na stosowaniu technik z podręczników.

Za, a nawet przeciw

Mam więc do “Magii słów” stosunek ambiwalentny. Z jednej strony uważam tę niezbyt obszerną (niespełna 250 stron w niedużym formacie) książkę za bardzo cenny poradnik pisania, za lekturę obowiązkową dla każdego, kto się pisaniem i (lub) redagowaniem para.  Sam z niej korzystam i będę korzystał. Z drugiej – mam po lekturze dziwne skojarzenie z chirurgiem, który uczestniczy w operacji własnej żony. Chciałbyś, Czytelniku, wiedzieć, “jak jest zrobiona” najbliższa Ci osoba i co ma w środku? Na tej samej zasadzie ja niekoniecznie chcę wiedzieć, w jaki sposób ten czy inny twórca sprawił, że jego utwór mnie wciąga, zachwyca, fascynuje lub inspiruje. Nie potrzebuję, nie muszę i nie chcę znać “klocków”, z których to dzieło zbudował. Chcę czytać, słuchać i oglądać, nie analizując konstrukcji, struktury ani poszczególnych elementów składowych.

A Ty potrafisz, lubisz delektować się dziełem i jednocześnie analizować jego konstrukcję?

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Summary: Stosowanie porad zawartych w tej książce pomoże każdemu piszącemu przykuwać uwagę, grać na emocjach, przekazywać treści tak, by lepiej docierały do adresata. Młodzi literaci znajdą tu natomiast wiele wskazówek dotyczących budowania fabuły, tworzenia opisów i zastępowania zbędnych, nudnych opisów opowiadaniem.

5

Niezwykle przydatny podręcznik pisania tekstów dużych i małych

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.