Marek Krajewski – Mock. Thriller z Halą Stulecia w tle

Miłośnicy kryminałów Marka Krajewskiego oraz jego ulubionego bohatera Eberharda Mocka mają powody do satysfakcji. “Mock” to jedna z lepszych książek z tej serii. Zaczynałem ją czytać z lekkim uprzedzeniem, ponieważ najbardziej lubię Mocka w czasach III Rzeszy, tymczasem akcja tej powieści rozgrywa się – choć nie cała – w roku 1913, gdy w Breslau oddawano do użytku Halę Stulecia. Fantazja pisarza stworzyła szersze ramy czasowe: prolog rozgrywa się, gdy Mock ma 64 lata i jest… funkcjonariuszem amerykańskiego wywiadu.

Hala Stulecia przetrwała wojenną zawieruchę i szturm Sowietów na Breslau. Ucierpiały jedynie działające w niej największe na świecie organy. Gdy miasto trafiło w ręce Polaków, komunistyczne władze zmieniły nazwę obiektu na “Hala Ludowa” i zorganizowały w nim w 1948 roku Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Czytelnik dowiaduje się, że Amerykanie planowali spisek mający na celu zabicie Józefa Stalina, który miał ponoć uświetnić swoją osobą to antyamerykańskie w swej wymowie wydarzenie. By ułatwić jego przygotowanie, Mock opowiada na tajnym zebraniu historię, która jakoby wydarzyła się w ostatnich dniach przed uroczystym otwarciem Hali Stulecia. Historię, którą rozpoczęły dwie zbrodnie.

Marek Krajewski Mock

Ta istotniejsza z nich miała wyjątkowo makabryczny charakter. Pracujący przy budowie wielkiej hali robotnicy znaleźli w niej czterech nagich chłopców z roztrzaskanymi głowami, ułożonych tak, by wskazywali cztery strony świata. Znaleźli też niezwykłego  wisielca – mężczyznę, którego z powodu ptasich skrzydeł przyczepionych do ramion nazwano na potrzeby śledztwa Ikarem.

W owym czasie młodziutki Eberhard Mock jest zaledwie wachmistrzem w obyczajówce. Marzy mu się kariera w policji kryminalnej i poważne śledztwa. Zamiast piąć się w górę, wdaje się jednak wraz z trzema kolegami w skandaliczną orgię z prostytutkami przetrzymywanymi w areszcie. To kosztuje go utratę pracy, ale tylko na chwilę. Zbrodnia w Hali Stulecia musi zostać wyjaśniona, tym bardziej, że do Breslau na uroczyste otwarcie zjechać ma sam cesarz Wilhelm II. Gdyby odmówił przyjazdu, konsekwencje dla miasta byłyby bardzo dotkliwe. Fiaskiem skończyłaby się cała Wystawa Stulecia (stulecia zwycięskiej dla Niemców bitwy z Napoleonem stoczonej pod Lipskiem), a Breslau mógłby nawet zbankrutować. Czterech “bystrzaków” z obyczajówki, w tym Mock, dostaje więc szansę. Jeżeli uda im się ustalić i złapać mordercę, o ile nie był nim sam “Ikar”, zachowają swoje posady.

Marek Krajewski, Mock, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016

Mock i wielka intryga

Mock nie przeczuwa nawet, z jak potężnymi siłami przyjdzie mu walczyć. O rząd dusz w Niemczech walczy bowiem z jednej strony wpływowa masoneria, z drugiej – nacjonaliści zrzeszeni w Związku Wszechniemieckim. Szybko okazuje się, że i jedni, i drudzy próbują wykorzystać zbrodnię do własnych celów. Ba, “najwyższe czynniki” dążą wręcz do tego, by o zabicie chłopców i “Ikara” oskarżyć “właściwego człowieka”. Niezwykle bystry, a zarazem niepokorny i niesforny Mock pakuje się więc w coraz większe tarapaty. Konsekwentnie dąży do ustalenia okoliczności zbrodni i jej sprawcy, ale naciski na niego wywierane są coraz to silniejsze. Stawką może być nawet życie…

Bez filologicznych popisów

Jeśli tę książkę czyta się znakomicie, to między innymi dlatego, że Marek Krajewski, z wykształcenia filolog klasyczny, ograniczył tym razem serwowaną czytelnikowi dawkę filologii do minimum. Można zaledwie “liznąć” nieco wiedzy o architekturze oraz symbolice masońskiej, ale nie odrywa to czytającego od samej akcji. A jest to akcja wartka, miejscami mająca klimat thrillera i przeplatana erotyką. W opisywaniu scen damsko-męskich Krajewski nie jest mistrzem nad mistrzami. Potrafi jednak pokazać, że Breslau przed I Wojną Światową nie był miastem pruderyjnym, a wręcz przeciwnie. Seks rozpala zarówno arystokrację i burżuazję, jak i biedaków odwiedzających córy Koryntu w nędznych, śmierdzących norach. Wszechobecne jest też pijaństwo. Nad tym wszystkim zaś unosi się duch wielkiej polityki oraz sieć skomplikowanych intryg. Skrajna bieda kontrastuje z bogactwem i przepychem, upodlenie z wpływami i realną władzą, zaś losy wielkich przeplatają się z losami maluczkich.

Prawie 400 stron w klimacie starego Breslau

Krajewski jest niezrównanym ilustratorem klimatów, których już dawno nie ma, ba, których nikt już nie pamięta.  Miłośnicy jego pietyzmu w odtwarzaniu najdrobniejszych szczegółów życia znów dostaną solidną porcję obrazów kreślonych słowami. Nazwiska, miejsca, nazwy wyrobów, marki, nawet zapachy i smaki – wszystko to autor opisuje tak, jakby odtwarzał to z własnych wspomnień. Książka będzie więc bliska przede wszystkim wrocławianom, którzy mogą dziś spacerować śladami Eberharda Mocka. Na szczęście nie wszystko się zmieniło, na szczęście we Wrocławiu kamienie wciąż mówią tu i ówdzie po niemiecku. Sam niedawno dowiedziałem się, że mieszkam w budynku, którego historia i dawne przeznaczenie wiążą się z niegdysiejszym lotniskiem w Breslau.

Ale to już zupełnie inna historia.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com
Trochę kryminał, trochę thriller. Powieść osadzona w realiach Wrocławia z początku XX wieku, ale sięgająca aż roku 1948 i wielkiej światowej polityki. Wciągająca, nietrudna lektura, która usatysfakcjonuje zarówno rzeszę miłośników prozy Marka Krajewskiego, jak i wielu innych fanów książek o tematyce kryminalnej. Skomplikowana intryga, zaskakujące wyjaśnienie, sporo krwi i seksu. Polecam z czystym sumieniem.

Summary:

5

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.