Mo Hayder – Granica mroku. Thriller na piątkę

Jeśli powieść zaczyna się od sceny czyjegoś pogrzebu, a zaraz potem pojawia się wiadomość o brutalnym zgwałceniu i zabójstwie nastolatki, to wróży to interesującą lekturę dla miłośnika kryminałów lub thrillerów. Książka Mo Hayder Granica mroku nie rozczaruje czytelnika. Jest tu i pasjonujący wątek kryminalny, i staranne budowanie napięcia aż do granic wytrzymałości czytelnika, i charakterystyczna dla autorki masakra. Do tego świetnie zarysowane wątki społeczno-obyczajowe. Przeczytałem z zapartym tchem.

To moja trzecia przeczytana książka autorstwa Mo Hayder (“zaliczyłem” też Rytuał i Skórę). Trzecia i zdecydowanie najlepsza z mojego punktu widzenia. Trzyma w napięciu do ostatnich kartek, bo dopiero tam wyjaśnia się tajemnica pierwszej zbrodni.

Mo Hayder - Granica mroku

Właściwie jest to książka o dwóch siostrach. Sally i Zoë (jak to się wymawia?) Benedict od lat nie utrzymują ze sobą kontaktu. Sally nie ma się czym pochwalić: jeszcze niedawno temu była żoną zamożnego biznesmena. Teraz jest rozwódką bez grosza przy duszy, wychowuje nastoletnią córkę i usiłuje zarabiać na życie sprzątaniem. Zupełnie inna jest Zoë: to twarda, energiczna policjantka, która prowadzi w małym brytyjskim miasteczku śledztwo w sprawie zgwałcenia i zamordowania Lorne Wood. Uczennica ta była koleżanką córki Sally. Na początku to Zoë przeszkadza niechlubny wątek z przeszłości: była przez jakiś czas striptizerką w nocnych klubach. Wkrótce jednak także na koncie Sally pojawi się sekret, którego ujawnienie skończyłoby się bardzo źle. Drogi i losy sióstr splatają się, a kolejne wydarzenia sprawiają, że poszukiwanie zabójcy Lorne Wood to już tylko jeden z wątków, niekoniecznie najważniejszy.

Wszyscy mamy swoje mroczne sekrety…

Gdyby erotyczny epizod w życiu Zoë wyszedł na jaw, jej policyjna kariera ległaby w gruzach. Sally poniosłaby surową karę za to, czego się dopuściła. Jej ekscentryczny pracodawca, David Goldrab, też ma co nieco na sumieniu. Ba, nawet zamordowana Lorne Wood okazuje się w toku śledztwa nie być takim aniołkiem, za jakiego była powszechnie uważana. Mo Hayder przypomina o czymś, co może dotyczyć każdego z nas. Jeśli nie wszyscy, to prawie wszyscy mamy wciąż w pamięci uczynki lub zaniechania, które starannie skrywamy przed światem. Oceniamy innych, nie wiedząc, że i oni je mają. Czasem nawet lepiej nie wiedzieć. Podtytuł “Granicy mroku” przypomina o tym i każe się chwilę zastanowić. Chyba warto.

Ach, te polskie wątki…

Gdybym miał dać tej książce jakiś minus, to byłby on minusem tylko z polskiej perspektywy. Granica mroku to bowiem kolejna książka, w której pojawiają się Polacy, ściślej: Polki – w roli zarabiających na życie byle jaką pracą, niezbyt rozgarniętych imigrantek z Europy Środkowej. Ich pracodawca wyraża się o nich z najwyższą pogardą i wszystko wskazuje na to, że nie jest w swoim podejściu do kobiet znad Wisły odosobniony. Tak nas chyba widzą anglojęzyczni pisarze… Jesteśmy i długo jeszcze będziemy dla nich biednym krajem biednych ludzi, którym w “starej” Europie przypada zawsze rola sprzątaczki, prostytutki, kelnera, stróża lub hydraulika. Być może takich i tylko takich Polaków literaci w swoich krajach spotykają.

Mo Hayder, Granica mroku, Wydawnictwo Sonia Draga Sp. z o.o., Katowice 2014 r.

Mam na imię Pippa

To taki mały offtopic z mojej strony, ale nie mogę się powstrzymać. Matka zamordowanej dziewczynki nazywa się Pippa Wood i ilekroć czytam jej imię w polskim przekładzie książki, uśmiecham się mimo woli. Co prawda, pani Wood nie ma kontaktu z polskimi sprzątaczkami, ale gdyby miała, to pewnie i one by ukradkiem chichotały…

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com
Znakomity thriller ze społeczno-obyczajowym podłożem i obfitą dawką krwi

Summary:

5

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.