O tym, jak stary człowiek blogi czyta. Twojego też…

Są! Są pierwsze maile. Blog ma dopiero trzy tygodnie, więc jest to jakiś sukces. Co to za maile? Czytelnik zwraca mi uwagę na błąd w pierwszym wpisie. Blogerka pyta, czy zgodzę się poprawiać jej wpisy w zamian za link. Bloger dziękuje za wpis i zadaje mi pytanie o poprawność jakiegoś zwrotu. Pani z firmy pyta, czy piszę copy. Nie jest więc źle, ale jedno mnie martwi. Te maile mają coś wspólnego. Niemal wszystkie zaczynają się od “Szanowny Panie”. Nic na to nie poradzę, mam 53 lata i dla nikogo się nie liczy, że nie czuję się siwobrodym starcem. W Internecie siłą rzeczy już za kogoś takiego uchodzę. 

Ponieważ bloguję od prawie siedmiu lat, nie mogę się uwolnić od nałogu czytania blogów. Czytania? Nie, raczej przeglądania. Bo czytać je trudno. Mnie jest trudno je czytać i to nie z powodu błędów językowych. Prawdziwym powodem jest to, że…

Świat stanął do góry nogami

Jeśli nasza cywilizacja jakoś dokolebała się aż do dziś, to między innymi dlatego, że trzymała się pewnych uniwersalnych zasad. Rozwój nowoczesnych technologii obalił jedną z nich, a mianowicie tę, w myśl której starszy mówi, a młodszy słucha. Nie odwrotnie. Nie odwrotnie, bo ludzkość bardzo szybko doszła do prostego skądinąd wniosku, że człowiek starszy dysponuje doświadczeniem zdobytym przez długie lata swojego życia, a młodszy dopiero doświadczenia zdobywa. To nie ojciec syna, ale syn ojca pytał “jak żyć?”. A dziś o tym, jak żyć, pouczają mnie młodzi ludzie, którzy – metrykalnie rzecz biorąc – mogliby być moimi dziećmi. Bo to oni opanowali Internet, czują się w nim jak pedofil na kinderbalu, a ich rodzice niekoniecznie. A przynajmniej nie wszyscy.

Wiedzą wszystko, są ekspertami w każdej dziedzinie. A w blogach o blogach czytają, że ja o niczym tak nie marzę, jak o ich radach i wskazówkach. “Dziel się swoją wiedzą!”, namawiają bardziej doświadczeni blogerzy mniej doświadczonych. Czyli ci, którzy blogują od kilku miesięcy tych, co dopiero zaczęli.

Ja też miałem 20 i 30 lat

Trudno uwierzyć, ale to prawda. Miałem i pamiętam siebie z tego okresu. To bardzo, ale to bardzo niebezpieczny czas. Młody człowiek staje się dorosły, przynajmniej według prawa. Kończy edukację i rozpoczyna życie zawodowe. Rozstaje się z dzieciństwem i zależnością od starszych w przekonaniu, że w zamian otrzymał bezcenny dar: wszystko już może i wszystko wie. Nie ma tylko pojęcia o tym, że gdyby jego blogowe wynurzenia miały jakimś cudem przetrwać 20–30 lat, to nie tylko by je skasował, ale też modlił się, żeby żadne niezależne od niego internetowe archiwum tego nie zachowało i nie udostępniało.

Jajko mądrzejsze od kury
Aluzja subtelna jak młot pneumatyczny

Skoro zaś nie ma pojęcia, to pisze, co wie. A ja czytam. Czytam np. w blogu finansowym, że powinienem wziąć nożyczki i pociąć moją kartę kredytową na kawałki. I prowadzić budżet domowy. Sęk w tym, że z kartą kredytową jest mi bardzo dobrze, a prowadzenie budżetu przy tak nieregularnych przychodach i rozchodach jak moje przypominałoby grę w rosyjską ruletkę z sześcioma nabojami w bębenku.

Very mądre piszing o żying

Zaglądam gdzie indziej. Minimalizm i slow life.  To dość charakterystyczne: jeśli coś ma przemawiać do publiczności, musi pochodzić z ju-es-ej i mieć anglojęzyczną nazwę. Młodzi, a czy wy w ogóle dopuszczacie taką myśl, że autorytetem mógłby być mądry Bułgar? Albo Islandczyk?

Blogerka oferuje mi więc tygodniowy planer do pobrania, wydrukowania i wypełniania. Może gdybym pracował na etacie, miałoby to jakiś sens. Ja jednak od 18 lat jestem na swoim, a moja praca ma to do siebie, że nie wiem nawet, co będzie jutro, a co dopiero w całym przyszłym tygodniu. Naprawdę nie jestem w stanie przewidzieć, czy na mój firmowy adres napisze wchodząca na polski rynek korporacja z Dubaju, czy może Basia, która napisała opowiadanie na konkurs. Czy trafi się książka, nad którą będę pracował dwa tygodnie, czy ulotka, którą poprawię w minutę. Czy będę miał czas, żeby wyjść i pospacerować po parku, czy też ekspresowe zamówienie sprawi, że przez 18 godzin od komputera będę wstawał tylko na siusiu i papu. Planer? Bardzo przepraszam, ale to nie dla mnie.

Uczył Marcin Marcina…

Żyjąca od dwóch lat na kocią łapę ze swoim chłopakiem blogerka podaje recepty na udany związek. Mnie nie są potrzebne – żyję w bardzo udanym małżeństwie. Tyle tylko, że trzecim. Może dlatego, że w czasach mojej młodości nie było jeszcze tak doświadczonych blogoterapeutek. Klikam w krzyżyk i idę gdzie indziej. Niegdysiejsza gwiazda lajfstajlu jest teraz posiadaczką niemowlęcia i co robi? Oczywiście zajmuje się parentingiem. I to z jakim znawstwem! Z równym powodzeniem świeżo zdeflorowana dziewica mogłaby ogłosić zapisy na kurs Kamasutry. A znając blogową publiczność, pewnie by ją znalazła.

O! Blog motywacyjny! To jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Żeby się pośmiać. Dwudziestoparoletni coach cytuje złotą myśl swojego idola. To jedno z tych “genialnych” zdań w rodzaju:

Większość rzeczy na tym świecie stworzona została przez ludzi, którzy wytrwali, kiedy zdawało się, że nie ma już nadziei.

No. Tak powstała deska do krojenia, szuflada, maszynka do golenia… Ba, nawet ołówek! A amerykański (ma się rozumieć!) wynalazca spinacza jeździł na wózku, nie miał lewej ręki ani prawego oka i dopiero wtedy, gdy miał już siedemdziesiątkę na karku i raka w stadium terminalnym, puknął się w głowę, podniósł kawałek drutu, wygiął go i spiął nim swoje notatki. Umarł, ale spełniony. I ty (czyli ja) też tak możesz. Tylko chciej chcieć. I zapisz się na mój newsletter, to ci powiem, jak to osiągnąć.

Niech żyje darmowa skrzynka…

Basia testuje pomadki. Dorota wciska mi, jak mam urządzić mieszkanie. Kamila gotuje. Dominika ma dla mnie e-booka o pozycjonowaniu bloga. Mogę go pobrać za darmo, jeżeli zapiszę się na newsletter. Dobrze, czemu nie. Mam darmową skrzynkę “na Tlenie”. 30 GB. Zaglądam tam tylko wtedy, gdy chcę coś pobrać, a tam właśnie będzie mail z linkiem. Ile newsletterów tam przychodzi? Parę setek, jak sądzę. Nawet mi się nie chce otwierać tych maili i klikać w drobniutkie “Unsubscribe”.  Niech sobie piszą i niech im się wydaje, że ktoś to czyta.

Sylwia pisze o medycynie alternatywnej. Pewnie jest zdrowa jak rydz i nie chodzi do lekarza, bo wiedziałaby, że polska służba zdrowia od lat jest na swój sposób alternatywna. O, tu jest coś ciekawego, o marketingu. Warto zajrzeć i się dokształcić. Niech to szlag, znowu “czytaj więcej”. Grrrr… Ojej… Ledwo wszedłem na stronę, a tu “hejka dziewczyny!”. To chyba nie dla mnie. Iwonę mam w czytniku. Pisze bzdury i gwiazdorzy, ale jest bardzo ładna i zamieszcza dużo swoich zdjęć. Niech więc pisze, co chce, pogapić się w wolnej chwili mogę. Gdyby wysyłała ekstra zdjęcia w newsletterze, podałbym jej mój prawdziwy adres e-mail.

Paweł z Moniką podróżują. Też bym popodróżował. Z żoną. Ale z kim zostawić koty na czas nieobecności? Poza tym tylko szlachta nie pracuje – ja muszę. Krzyżyk. Bogdan zarabia, bo zna się na bankach. Poleca mi rewelacyjną lokatę na 3,8% rocznie. Super. Ja zarabiam na Foreksie skromne 5-10 procent. Miesięcznie. Krzyżyk. Kasia wróży. Misia chałturzy. Lusia bajdurzy. To nie ma końca…

Chcesz, żebym Cię czytał?

Jest coś, co chętnie bym czytał, ale co niełatwo znaleźć – chyba że na darmowych platformach, gdzie ludzie piszą anonimowo, pod pseudonimami. A ja mam taką wredną naturę, że jestem ciekaw życia. Twojego życia. Tego prawdziwego, nie kreacji.

Luksusowe życie blogerki

Ze snu budzi mnie mój Anioł pocałunkiem. Przeciągam się leniwie, gdy on rozsuwa zasłony i wpuszcza do pokoju pierwsze promienie słońca. Na tacy moje ulubione śniadanie. Ach, jak ja go kocham! Możecie mi zazdrościć, dziewczyny! Po pierwszych łykach kawy przypominam sobie, co mnie dziś czeka. Przejrzę maile i komentarze od fanów, potem jadę na zakupy, bo podobno w galerii jest ta torebka, która chodzi za mną od miesiąca (wiecie, ta, co jej o mały włos u Harrodsa nie kupiłam). Wrócę do domu, obskoczę social media, zmienię makijaż i potem sesja zdjęciowa dla “Vogue”. Tych z “Wyborczej” jakoś spławię, w końcu wywiadu mogę udzielić za tydzień albo dwa. Skoro im tak zależy, to zaczekają. Ech, tak chętnie bym wieczorem została w domu i rozpakowała wszystkie te paczki od firm, ale nie mam czasu. Muszę wsiadać w samolot i lecieć do Japonii. Mam wygłosić prelekcję o doborze obuwia dla kobiet z dużymi stopami. Byłam tam dwa razy, to już nudne, ale podpisałam umowę. Na szczęście pan Masturbatsu Nahama jest miły i wciąż mi nadskakuje. Obiecuję sobie, że jak wrócę, to przez dwa albo trzy dni nie będę robić nic, tylko leżeć w łóżku i oglądać seriale, bo przecież czekacie na moje recenzje.

Nieee!!!

Nie, tak nie pisz. Albo pisz, jeśli chcesz, ale to nie będzie dla mnie. Jakoś łatwiej mi czytać o tym, że kot nasikał Ci do łóżka, bo jest w stresie. A jest w stresie, bo debil za ścianą od trzech dni wierci i wali jak opętany. Wezwano Cię do szkoły, bo latorośl znów pobiła się z tym z równoległej klasy. O działkę marychy. W pracy krążą słuchy, że będą zwolnienia i ta głupia Borkowska raz po raz sugeruje, że możesz się już pakować. Mąż burczy, bo ma kaca. Wczoraj opijał z kolegami swój brzuch: założył się, że do końca sierpnia przekroczy 95 kilo i przekroczył. Na widok rachunku za prąd mało zawału nie dostałaś, a na dodatek pralkę szlag trafił i  zasikaną przez kota pościel musisz wyprać ręcznie.

Bo to, to właśnie jest życie.

Opowiadaj mi o nim, a będziesz mieć wiernego czytelnika. Może się nawet zaprzyjaźnimy.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.