(Prawie) wszystko o linkowaniu

Mój blog poświęcony jest pisaniu, głównie pisaniu do internetu, a nieodzownym elementem takiego właśnie pisania są linki, czyli odnośniki. Jeśli prowadzisz blog, masz do dyspozycji potężną broń, którą możesz władać i odnosić z tego korzyści, o ile tylko potrafisz. Niestety, miażdżąca większość blogerek (już nie piszę „blogerów”, bo blogują już niemal wyłącznie kobiety) nie ma o tym pojęcia.

Z tego tekstu dowiesz się prawie wszystkiego o linkowaniu, a mianowicie:

  • jak zbudowany jest link,
  • jakie są typy anchorów,
  • jakie są możliwe opcje wstawiania linków,
  • jak zamieszczać linki,
  • jak decydować o wartości linków w WordPressie,
  • jak pozyskiwać linki,
  • jak robią to najlepsi.

Jak zbudowany jest link

Popatrz najpierw na link do głównej strony mojego blogu:

Po polskiemu

Gdybyś zajrzała do źródła strony, zobaczyłabyś coś takiego:

<a href=”https://popolskiemu.pl” target=”_blank” rel=”nofollow noopener”>Po polskiemu</a>

Z czego się to wszystko składa? Elementy czarne to oczywiście adres URL, czyli to, co wpisujemy w okienko przeglądarki. Na czerwono zaznaczyłem anchor (kotwicę), czyli to, co widzi internauta. Niebieski kolor z kolei oznacza parametry dodatkowe:

  • target=”_blank” oznacza, że link ma się otworzyć w nowym oknie (nowej karcie);
  • nofollow oznacza, że Google i inne roboty indeksujące mają nie podążać za tym adresem;
  • noopener to stosunkowo nowy atrybut w HTML. WordPress dodaje go automatycznie. Chodzi tu o bezpieczeństwo, ponieważ teoretycznie ktoś (haker) mógłby namieszać, wykorzystując otwieranie strony w nowej karcie. To takie zabezpieczenie.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym ciekawym atrybucie. Można mianowicie dodać: rel=”noreferrer”. Dzięki temu posiadacz linkowanej strony nie dowie się, skąd na nią trafiłaś. Korzystamy z tego na przykład, gdy chcemy komuś dokopać, podać link do niego, ale go o tym nie informować.

Dodać można też atrybut: title=”opis, który pojawi się po najechaniu myszką”. Wyjaśniać chyba nie muszę.

Wszystko o linkowaniu

Jakie są typy anchorów

Link możemy prezentować internautom na trzy możliwe sposoby:

  1. Adres URL: https://popolskiemu.pl
  2. Brand: Po polskiemu (nazwa firmy, strony, blogu, produktu etc.)
  3. Fraza kluczowa: najlepszy blog o pisaniu

Kolejność jest nieprzypadkowa. Jeśli pozyskujesz linki do własnej strony, najbezpieczniejsze są te w postaci adresu URL. Google nie da Ci za to po głowie, o ile oczywiście nie przesadzisz z ilością ani nie umieścisz tego na badziewnych, spamerskich stronach.

Linki brandowe są korzystniejsze dla Twojej strony, ale tu już trzeba zachować pewną ostrożność, choć w ilościach nie-hurtowych zaszkodzić nie powinny. Najbardziej uważać trzeba z linkami zawierającymi frazę kluczową: tu najłatwiej o groźne zmarszczenie brwi wujka Google, a być może nawet o karę w postaci spadku pozycji. Po prostu trzeba linki w tej formie pozyskiwać pojedynczo, nie w hurtowych ilościach, i w sposób rozłożony w czasie.

Opcje wstawiania linków

To chyba najważniejsza rzecz, jaką musisz wiedzieć o linkowaniu. Każdy odnośnik do cudzej strony niesie dla Google pewne informacje i to nie tylko o adresie. Możesz mianowicie „nagradzać” linkowaną stronę, przekazując jej odrobinę potencjału Twojej własnej, albo nie robić tego, jeśli nie chcesz. Decyduje o tym parametr „nofollow”, który widziałaś w przykładzie na wstępie. Jeśli zamieścisz link do cudzej strony z tym atrybutem, nie dajesz jej nic albo dajesz tylko maciupeńką odrobineczkę mocy (pozycjonerzy nie są co do tego zgodni, a Google trzyma ryj na kłódkę). Jeżeli tego atrybutu nie zamieścisz, to link automagicznie staje się „dofollow”, a wtedy częstujesz linkowaną stronę smacznym kąskiem. Później pokażę Ci, jak radzą sobie z tym popularni blogerzy.

Dodam jeszcze tylko, że im więcej linków dofollow z porządnych stron prowadzi do jakiejś strony, tym bardziej rośnie jej parametr Trust Flow, czyli przepływ zaufania. Tym samym moc linków dofollow wychodzących z takiej strony również rośnie. O tym, jak naiwne blogerki nabijają innym Trust Flow, napiszę później.

Na razie naucz się rozróżniać:

<a href=”https://popolskiemu.pl”>Po polskiemu</a> – link dofollow, zrobisz mi nim dobrze
<a href=”https://popolskiemu.pl” rel=”nofollow”>Po polskiemu</a> – link nofollow, taki link możesz sobie wsadzić, prawie nic mi on nie daje. No chyba, że ktoś kliknie i mnie odwiedzi, tyle mojego.

Jak zamieszczać linki

Pamiętaj: zawsze używaj rel=”nofollow”. Wyjątek czyń tylko wtedy, gdy masz ważny powód, by wyświadczyć komuś przysługę. Twój „dobry” link dodaje mocy cudzej stronie, podnosi jej Trust Flow i miejsce na liście wyników wyszukiwania Google. Nie dawaj tego byle komu ani przy byle okazji.

Nie zamieszczaj zbyt wielu linków, bądź skąpa. Link jest dziś na wagę złota, nie siej linków jak niemądra. To Twoja waluta, Twoja broń, Twoja marchewka dla osiołków. Muszą się postarać albo pięknie poprosić, żeby ją dostać. Albo dać coś w zamian (o tym później).

Możesz też robić coś innego: możesz pisać https://popolskiemu.pl. To nie jest link, a adres podajesz. Internauta może go sobie skopiować i wkleić w okienko przeglądarki.

O linkowaniu w WordPressie

Jeżeli blogujesz w WordPressie, możesz w prosty sposób decydować o tym, którym linkom nadasz atrybut nofollow i czy linkowana strona ma się otwierać w nowej karcie, czy też chcesz pożegnać internautę i go tej stronie oddać. Służą do tego różne wtyczki. Ja używam wtyczki o nazwie DoFollow Case by Case, którą i Tobie polecam.

Zobacz, jak to działa. Gdy zaznaczę jakiś fragment tekstu i kliknę w edytorze ikonkę oznaczającą link, wyskoczy mi okienko. Jest tam kółko zębate. Klikam w nie i ustawiam, co chcę:

Proste? Proste.

Ale to nie wszystko, bo trzeba też wspomnieć o linkowaniu w komentarzach. Obecnie WordPress jest tak ustawiony, że link do siebie, który podajesz w okienku, gdy komentujesz cudzy wpis, będzie zawsze nofollow, czyli bezwartościowy. Disqus, którego ja używam, sprawia, że linkowanie w ogóle nie ma sensu. Gdybym chciał mieć tu feerię komentarzy, wywaliłbym Disqusa, a wstawił jakąś wtyczkę. Generalnie nie komentuj w Disqusie – chyba, że chcesz się „pokazać” innym albo podlizać innej blogerce (o tym później). Linków ta drogą nie pozyskasz. Tam, gdzie Disqusa nie ma, warto komentować w zamian za link nofollow: on mocy nie daje, ale w klasyfikacji Google liczy się także ogólna liczba linków prowadzących do Twojej strony, więc dobrze jest pozyskiwać także te mało warte linki poprzez komentarze.

Linkowanie wewnętrzne

Może się w tym miejscu zdziwisz, ale te same reguły dotyczą linkowania wewnętrznego. Na pewno wiesz już o tym, że bardzo ważne jest umieszczanie w swoim blogu lub innym serwisie linków wewnętrznych, a więc łączących poszczególne podstrony. Kto dobrze linkuje wewnętrznie, tego strona zyskuje w oczach Google. To nie znaczy jednak, że wszystkie wewnętrzne linki trzeba traktować tak samo. Zobacz: ja na przykład mam (pewnie tak jak Ty) podstronę „Kontakt”. Prawie nic na niej nie ma: jest adres e-mail, formularz kontaktowy, zaproszenie do pisania do mnie i tyle. Do takich mniej ważnych stron linkuję wyłącznie przez nofollow. Dofollow zostawiam dla stron z treścią i Ty postępuj tak samo. Wszystko, co drugorzędne, co zawiera mniej pożytecznej treści, linkuj z nofollow.

Jak pozyskiwać linki

Wiesz już, że linki dofollow są bardzo cenne i powinnaś zdobywać ich jak najwięcej dla swojej strony. Ale jak to robić? Metod jest kilka.

I. Dobre relacje z innymi blogerkami

W sumie nie powinienem o tym pisać, bo znam się na tym jak Donald Trump na savoir-vivrze. Ale to ja, Ty nie idź moją drogą, żyj ze wszystkimi w zgodzie, zaprzyjaźniaj się, a być może inne blogerki odwdzięczą Ci się bezcennymi linkami. No, Ty im też będziesz musiała parę dać, nie ma nic za darmo.

II. Teksty gościnne i artykuły sponsorowane

Jeżeli będziesz się trzymać zalecenia z punktu I, to być może uda Ci się od czasu do czasu popełniać u innych teksty gościnne, a to zawsze oznacza link. Jeżeli nie, zostają Ci teksty sponsorowane. Cena publikacji zaczyna się od 20 zł, więc nie jest to jakiś straszny wydatek. Chyba, że u blogerek, bo te winszują sobie astronomiczne pieniądze za zamieszczenie wpisu. Są jednak inne serwisy, równie wartościowe (czyli wcale), ale z wysokim TF, tam kupisz sobie miejsca i linków, ile zechcesz.

III. Blogerskie wyzwania i akcje, czyli: jak to robią najlepsi

Ten podrozdział będzie bardzo ważny, bo przeczytasz w nim o linkowaniu w wydaniu trojga popularnych blogerów. Coś Ci pokażę – warto się uczyć od najlepszych.

Doskonale wiesz, jakie emocje wzbudza coroczna edycja plebiscytu Share Week. Blogerki szaleją z podniecenia, tłumnie biorą w tym udział i… linkują do strony Andrzeja Tucholskiego, ile wlezie. I zawsze z dofollow. Wyobrażasz sobie, ile ten bloger zyskuje Trust Flow dzięki swojej akcji?

A teraz Socjopatka, czyli Dagmara. Organizuje raz po raz jakieś akcje, jest też współprowadzącą „Wielkiej wymiany książkowej”. Jak myślisz – po co? Po to, żeby blogerki wymieniały się prywatnymi adresami, a przy okazji używanymi książkami? BTW: nie wiem, czy zauważyłaś, ale niezwykle często na wymianę oferowane są książki napisane przez blogerki i blogerów. Każdy chce się tego pozbyć, he he… No dobrze, mniejsza o to.

Jeszcze do niedawna w regulaminie tej akcji było napisane, że każda uczestniczka ma stworzyć u siebie wpis zawierający opis książek, które ma na wymianę, oraz podać linki do stron organizatorki i współprowadzącej. Historia się powtarza: mądre dziewczyny pozyskują w ten sposób dziesiątki, jeśli nie setki linków, dofollow oczywiście. Ich strony rosną jak na drożdżach. A „organizacja” akcji zbyt wiele pracy od nich nie wymaga.

Uczestniczki akcji to na ogół naiwne blogerki, które udało się tak wytresować, że teraz regulamin już nie nakazuje linkowania, a one i tak linkują, aż furczy. Pies Pawłowa byłby z nich dumny. Jest to tak sprytnie urządzone, że blogereczki linkują, ile wlezie, a Dagmara urządza dla nich link party w komentarzach. Tam mogą podawać adresy do siebie, ale wiemy już przecież, że odnośniki w komentarzach to nędzne linki nofollow. Czyli: każda taka akcja = w zamian za nic porządny kop w górę dla strony Dagmary, wzrost popularności i pozycji w Google.

Czaisz bazę?

No i przykład trzeci, czyli Jason Hunt. Dopiero co ogłosił wyniki kolejnej edycji swojego plebiscytu na „najbardziej wpływowych” blogerów i im podobnych. Mnie to trochę śmieszy, bo według mnie bloger wpływa w najlepszym razie kajakiem albo łódką na przystań, ale nic poza tym, ale niech Jasonowi będzie, a agencje reklamowe niech się tym pożywiają do woli. Liczy się jednak co innego.

W odróżnieniu od Andrzeja i Dagmary Jason naprawdę się napracował, zebrał i podał masę danych liczbowych. W linkowaniu wykonał natomiast numer iście mistrzowski. Popatrz:

Jak linkują najlepsi? Wcale!

Tak! „Nie dało się”. He, he… Na swoje stronie wymienił całą masę blogów wraz z adresami, ale ani jednego odnośnika. Linki zawarł… w e-booku do ściągnięcia, dzięki czemu piecze dwie pieczenie na jednym ogniu: nikomu nie daje ani szczypty mocy ze swojej strony (linki z e-booka są bezwartościowe dla Google), a na to jeszcze zbiera adresy e-mail i subskrybentów newslettera (żeby toto pobrać, trzeba się zapisać na jego listy z kozą). Ma facet głowę na karku, naprawdę. Oczywiście laureaci będą teraz linkować do niego, żeby się pochwalić, hejterzy też, żeby mu dokopać – i strona znów poszybuje w górę oraz zarobi sporo Trust Flow.

Teraz czaisz bazę? Jeszcze nie?

To odwiedź blogi całej wspomnianej trójki i poszukaj w nich linków zewnętrznych. A jak nie chcesz tracić czasu, to Ci powiem, co znajdziesz. Niewiele albo nic. Oni prawie w ogóle nie linkują. Owszem, czynią wyjątek dla stron gości, którzy udzielają im wywiadów oraz dla firm, które im płacą za reklamę. Poza tym nie znajdziesz tam linków. Oni je zbierają, ale nikomu nie dają. Być może mogą sprzedać, ale chyba wolałabyś nie wiedzieć, za ile. Powiem Ci tylko, że widziałem ofertę pewnej rudej blogerki: za samo zamieszczenie u siebie tekstu sponsorowanego z linkiem życzy sobie 7500 zł + VAT.

No, teraz już chyba rozumiesz. Ucz się od najlepszych. Postępuj tak samo.

Możesz organizować własne akcje, jeśli masz publikę, możesz brać udział w głupotkach typu „Liebster Award” i zbierać linki. Bierz zawsze, jak dają.

IV. Sprytna wymiana linków

To kolejny sposób, ale uwaga: wtopisz, jeśli zaangażujesz się w wymianę linków typu „Kasia do Doroty, Dorota do Kasi”. Tak nie rób, bo za takie numery strony lecą w dół, jak się tam w Mountain View połapią.

Nie połapią się, jeśli Kasia albo Dorota ma nie jedną, a dwie strony. Mamy wtedy w sumie trzy: A, B i C. A linkuje do B, B linkuje do C, a linkuje do A. i wszystko jest w porządku.

Ale nie zawsze. Teraz Ci coś zaproponuję, bo ja mam dwie strony, a nawet więcej. Możesz dostać ode mnie bardzo smaczny link dofollow z „Po polskiemu”, jeżeli:

dam Ci smaczny link

Spełniasz te warunki? To napisz do mnie. A skąd te warunki?

Trzeba Ci wiedzieć, że linki z nowo utworzonych stron, także te dofollow, są bezwartościowe. Google nabiera zaufania do domen istniejących co najmniej 1 rok. To jedno. Drugie: dla stron polskich najcenniejsze są linki z Polski, a więc z domeny .pl. Jest jeszcze trzeci atut: najlepiej, jeśli tematyka linkujących stron jest taka sama albo bardzo zbliżona. No, ale tego chyba nie przeskoczymy.

V. Takie kobyły jak ten mój tekst, tylko lepsze

W zasadzie powinienem zakładać, że skoro w tym tekście jest taka porcja wiedzy, to powinien on być podawany z rąk do rąk, z myszki do myszki, ze strony na stronę i jeszcze dalej. Bo rzeczywiście wartościowe teksty z walorami informacyjnymi lub edukacyjnymi to znakomite generatory linków. Jestem jednak realistą i wiem, że prędzej przyjmiesz rodzinę muzułmańskich uchodźców z Syrii, wstąpisz do PiS, kupisz dekoder TV Trwam albo wyjdziesz na ulicę (w grudniu!) w koszulce z napisem „ubóstwiam Ukraińców!”, niż zamieścisz u siebie link do tego tekstu.

Zwłaszcza link dofollow, ma się rozumieć.

A, jeszcze jedno: będą kolejne kobyły, ale dopiero wtedy, gdy znów będę miał parę godzin na pisanie dla siebie Ciebie.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

12 komentarzy

  1. Chrup Kompany
    13 grudnia 2017 w 11:14

    Przydatny wpis 🙂

  2. Paulina Wlezień
    13 grudnia 2017 w 11:24

    Świetny wpis, bardzo przydatny 🙂 Poza tym, zdecydowanie zgadzam się, aby żyć w zgodzie, a nawet przyjaźni z innymi blogerami – kto lepiej pomoże jak nie drugi bloger? 😉 Pozdrawiam!

  3. Sophy Lukrecja
    13 grudnia 2017 w 11:51

    Panie Marku – brak słów. Dużo się nauczyłam i sporo się przy tym uśmiałam 🙂 pozdrawiam 🙂

  4. czerwona filizanka
    13 grudnia 2017 w 12:39

    oj mi zdarzają się błedy maści wszelakiej, choć staram się unikać, nadrabiać czym innym…

    • Marek Te | Popolskiemu.pl
      13 grudnia 2017 w 12:48

      Wszyscy popełniamy błędy, ja też. Jest jednak pod dostatkiem narzędzi i metod, by je usuwać. Jestem zagorzałym przeciwnikiem tezy „wystarczy tylko chcieć”, ale w tym przypadku jest ona dosyć bliska prawdy.

  5. Save the Magic Moments
    13 grudnia 2017 w 19:55

    Panie Marku,
    To bardzo niestosowne, niegrzeczne i nieprofesjonalne obrzucać kogoś błotem. A jak Pan już to robi wypadałoby wiedzieć co się robi i kogo, o co oskarża. To dość śmieszne, że coś Pan zarzuca, a nawet nie zna Pan właściwego adresata. Nie uważa Pan, że publicznie kogoś oskarżając, wypadałoby wiedzieć, co o o czym się mówi? Bardzo nieprofesjonalnie z Pany strony. Wydawałoby się, że ktoś w Pana wieku powinien być wychowany, kulturalny,a przede wszystkim profesjonalny.
    Wydaje mi się, że Dagmarze należą się WIELKIE PRZEPROSINY. Ona nie jest organizatorem Wymiany Książkowej, tylko JA! Dagmara mi tylko pomaga.
    Po drugie, nie organizuję wymiany by sobie napić jakieś linki – bo o nich nawet nie mam zielonego pojęcia. Nie jestem żadną znaną blogerką. Bloguję, bo lubię – nie jestem żadnym wyjadaczem, nie znam się na technicznej stronie blogowania i prowadzę blog dla niszy. U mnie jest ciepło, przytulnie, szczerze. Wyznaję wartości rodzinne i zachęcam ludzi d tego, by rodzinę stawiali na piedestale. Mało nośne hasło. Oskarżanie mnie i przyrównywanie moich działań do Jason Hunta już jest poniżej krytyki. Nie zarabiam na blogu, nie prowadzę działalości komercyjnej, nie piszę pod publikę. Gdyby był Pan profesjonalistą i choć raz wszedł na mojego bloga, przeczytałby choć jeden tekst zobaczyłby Pan, że wypisuje bzdury i oczernia mnie i moja ciężką pracę.
    Prowadzę Klub Książki, jestem miłośniczką czytania, prowadzę szereg kampanii promującej czytelnictwo, a moja wymiana podyktowana jest tylko i wyłącznie dobrą zabawą i chęcią poznawania innych. Większość z Nas jest w klubie, rozmawiamy ze sobą codziennie,w spieramy i pomagamy. Tresuje blogerki? Takie uwagi są niesmaczne!!!!!!!!!!!!! Wypraszam to sobie.
    Pozycja w google? Mam bloga na googlach, organizowałam wymianę 4 razy i zapewniam Pana, że nie przyniosło mi to żądnych korzyści wymiernych. Nie mam więcej followersów, nie mam więcej wejść na bloga, nie mam więcej niczego, prócz mega satysfakcji i półki pełnej książek. Wystarczy, że spojrzy Pan na ilość fanów na fb.
    Jeśli regulamin się zmienił, to tylko dlatego, że nie chcemy się ciągle prosić o rozpowszechnianie, ale tylko w ten sposób możemy zyskać więcej uczestników, a tym samym książek i dobrej zabawy. Nie stać nas na kupowanie reklam. Odzew ze strony czytelników zaś też jest bardzo słaby, bo wbrew pozorom czyta bardzo mało osób, a uczestnicy to głownie blogerzy książkowi, a więc pasjonaci, z którymi na co dzień się znamy.
    To co Pan napisał jest niezwykle przykre i krzywdzące. Szczególnie dla Bogu ducha winnej Dagmary. Mam nadzieję, że Pan ją za to przeprosi, a fragment oczerniający nas zniknie z Pana wpisu.
    Nawet Pan sobie nie wyobraża ile czasu, energii i nerwów kosztuje mnie przygotowanie tak wielkiej akcji. Tym bardziej, że jestem mamą dwójeczki małych dziewczynek. To wprost niebywałe, jak tak lekko można kogoś oskarżać, obrażać, nie wkładając nawet odrobiny wysiłku, by dowiedzieć się kim jest organizator.
    Łatwo oceniać prawda?

    • Marek Te | Popolskiemu.pl
      14 grudnia 2017 w 04:22

      Pani „Save”,

      zastanawiałem się chwilę, co zrobić z Pani komentarzem. Właściwie powinienem go usunąć, ale odpowiem zamiast tego.

      Rozumiem, że według Pani powinienem przeprosić Dagmarę za posądzenie jej o bycie organizatorką Wielkiej Wymiany Książkowej? Wynikałoby z tego, że prowadzenie tej akcji to coś złego, jakaś plama na honorze. Ja tak nie uważam, ale skoro Pani jest takiego zdania, to cóż, wydało się… 🙂

      W jednym miejscu ma Pani rację: Dagmara jest jedynie współprowadzącą – tak, to mój błąd. I za tę nieścisłość w tekście przepraszam. Poprawiłem już wpis w tym zakresie.

      Nie zmienia to jednak faktu, że liczne uczestniczki tej akcji dają Pani i Dagmarze cenne linki dofollow, co bardzo służy Waszym stronom Ani tego, że w do niedawna linki do stron organizatorki i współprowadzącej były wymogiem regulaminowym, dzięki czemu pozyskałyście ich bez liku.

      Mój tekst poświęcony jest linkowaniu, a pokazałem w nim, jak pozyskują linki niektórzy blogerzy, w tym Dagmara. Poświęcona jej część tekstu ma w tytule „…jak robią to najlepsi”. Mój tekst chwali, a nie gani. Uczy, jak pozyskiwać linki.

      O Pani nie pisałem w ogóle, więc nie do końca rozumiem, dlaczego akurat Pani przyszła tu i urządza mi w moim własnym blogu połajankę. Proszę sobie łaskawie darować uwagi na temat mojego profesjonalizmu, wychowania, kultury itd. – nie życzę sobie. Jeżeli nie podoba się Pani mój blog, naprawdę nikt nie zmusza Pani do czytania.

      Sugerowałbym też nieco więcej poczucia humoru, luzu i dystansu do siebie.

    • Kulinarna Strona Mocy
      14 grudnia 2017 w 10:11

      “…Oskarżanie mnie i przyrównywanie moich działań do Jason Hunta już jest poniżej krytyki…” ??? Dlaczego? Co złego robi Jason Hunt, że czujesz się obrażona porównaniem do Niego?

  6. Kulinarna Strona Mocy
    14 grudnia 2017 w 10:22

    Na pierwszy rzut oka przerażający wpis (dużo szczegółów technicznych, jeśli można tak to ująć), na drugi, trzeci, czwarty – bardzo wartościowy i przydatny, mało tego – dobrze napisany.
    Pozostaję pod wpływem Pana uroku, linka zapisuję i będę korzystać. Dziękuję 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.

  7. Artur Kierzek
    14 grudnia 2017 w 14:27

    Dluugi tekst 🙂 Duzo informacji!

    • Blogierka
      17 grudnia 2017 w 01:42

      I trzeba przyznać, że zacnie wytłumaczone wszystko 🙂

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie. Wiedz przy tym, że jeśli odwiedzasz w internecie strony z gejowskim porno lub suplementami diety albo – o zgrozo – blogi młodych matek, to ja o tym nie wiem i nic nie chcę wiedzieć, to wyłącznie Twoja prywatna sprawa.