Przygody copywritera w krainie obłędu

Żona wyszukała dla mnie ciekawą (jej zdaniem) ofertę pracy. Kliknąłem w link. Tekst zapowiadał prawdziwe przygody copywritera. Poczytałem trochę o pracy w młodym, prężnym zespole i o wspaniałej atmosferze, po czym mój wzrok padł na zdjęcie. Przedstawiało ono wysokie, jasne pomieszczenie, a w nim bar. Taki, za którym powinien stać barman. Ale nie stał. Na wysokich stołkach przy barze siedziało za to trzech młodych, tęgawych ludzi. Mieli na sobie t-shirty, spodnie do kolan i adidasy. Na głowach mieli misiowe czapki, takie z uszkami pluszowych misiów. Postanowiłem nie aplikować, bo choć jestem trochę stuknięty, to jednak nie tak bardzo stuknięty, by – przynajmniej w pracy – wkładać na głowę coś takiego.

Lato to dobry sezon dla przedsiębiorców pogrzebowych i przedstawicieli branży turystycznej, ale dla redaktorów i korektorów niekoniecznie. Postanowiłem więc zasilić nieco budżet, przypominający stan publicznej zbiórki na pomniki smoleńskie, włażąc z buciorami do krainy copywriterów. Bardzo szybko przekonałem się, że mnie tam nie chcą. Za stary jestem, a poza tym copywriterów i kandydatów na copywriterów jest w Polsce więcej niż beneficjentów 500+ i emerytów razem wziętych.

Wziąłem pod uwagę wszystkie możliwości:

Przygody copywritera w etiopskim serwisie

Etiopscy copywriterzy umarliby pewnie ze śmiechu, gdyby zobaczyli stawki, za jakie Polacy piszą w serwisach pośredniczących między autorami a zleceniodawcami. Warunki takiej działalności też wywołałyby rechot, który być może udzieliłby się nawet copywriterom w Czadzie i Bangladeszu. Na przykład czas na weryfikację tekstu przez zleceniodawcę, wynoszący do trzech dni roboczych w teorii, a do świętego Nigdy w praktyce. Uznałem jednak, że paląc dwa papierosy dziennie mniej, a za to pisząc dwa precle, po miesiącu zarobię na spłatę raty jednej z kart kredytowych. Czyli jakieś 56 złotych. Idzie mi nawet nieźle, mam już 78 zł na koncie. Szansę na wypłatę będę miał, gdy uzbieram 110 zł. Wymiękłem jedynie na tekście o zaletach wolno opadającej deski klozetowej. Miało być 1500 znaków i na poważnie, a ja napisałem wesołą historyjkę o skutkach braku takiej deski. Odpisali mi, że jest niepoważna i nieprofesjonalna. To wolę już precle po 1,40 zł.

Przygody copywritera w serwisach ogłoszeniowych

Popularne serwisy ogłoszeniowe to istna mekka zawodowych mistrzów pióra, choć żaden się do tego nie przyznaje. Etiopia, Czad i Bangladesz nie robią tam na nikim wrażenia: nawet ogłoszenia typu “Stawka 1 zł za 1000 zzs nie podlega negocjacji” zbierają po kilka ofert. Pozostałe – od kilkunastu do kilkudziesięciu. W sumie wysłałem, jak sądzę, około 100 zgłoszeń. Dostałem jedną odpowiedź. Nie powiem, zaowocowało to zleceniem. Wspomnę o nim później.

Przygody copywritera w serwisach poświęconych pracy

Według mediów bezrobocie w Polsce jest tak niskie, że aż trudno uwierzyć.  Ba, brakuje rąk do pracy i tylko dzięki kochanym, miłującym pokój i łagodnym jak baranki Ukraińcom w ogóle ma jeszcze kto pracować. Nie wiedzieć czemu, serwisy typu “pracapeel” jakoś tego nie potwierdzają. Zarejestrowałem się w kilku i nawet uaktywniłem opcję przysyłania mi mailem wybranych dla mnie ofert. Tu rozglądam się głównie za pracą redaktora. Skutek był taki, że zacząłem dostawać maile zachęcające mnie do aplikowania na stanowisko “magazynier”. Sprawdziłem: nie chodziło o redaktora magazynu tygodniowego. Praca, i owszem, czasem jest oferowana, ale stacjonarna i w Warszawie. Na dodatek plusem jest status studenta, 10-letnie doświadczenie na podobnym stanowisku oraz orzeczenie o niepełnosprawności plus biegła znajomość aramejskiego.

Przygody copywritera na Facebooku

Najciekawiej jest jednak w serwisie społecznościowym, gdzie zapisałem się do kilku copywriterskich grup. Pojawiają się tam czasem agencje poszukujące copywriterów. Najczęściej z adnotacją “zgłoszenia na priv”. Natychmiast rzucają się na takie anonse całe stada wygłodniałych i zdesperowanych kandydatów, po czym ogłoszeniodawca nie odpowiada nikomu. Mnie odpowiedziało troje.

Była np. pani, której spodobały się moje teksty i która chciała, żebym pisał precle. Odmówiłem. I chyba trochę żałuję, bo może byłoby więcej niż 1,40 zł za 1000 zzs. 1,60 zł?

Był pan, który odpisał mi, że odpisze. I nie odpisał.

Był wreszcie pan, który chciał, żebym pisał o finansach. Poprosił mnie, żebym wykonał zlecenie próbne. Zgodziłem się. Pan przysłał mi tekst liczący ok. 2200 zzs i wyjaśnił, że mam na jego podstawie napisać lepszy tekst, liczący 1500 znaków i zawierający wypowiedzi ekspertów oraz bibliografię (sic!). Po długim drapaniu się po łbie odpisałem mu następnego dnia, że jednak nie będę zabiegał o jego zlecenia.

Sam też dałem ogłoszenie na fejsie. W zamian otrzymałem kilka lajków, komentarz typu “Świetne teksty” oraz jedno pytanie od potencjalnego pracodawcy. Brzmiało ono: “Język angielski?”. Miałem ochotę mu odpowiedzieć “Yes. Fuck off”, ale powstrzymałem się i odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że komunikatywny, za to biegły niemiecki. Pytek zniknął w odmętach Sieci.

Przygody copywritera to nie spacerek przez zielony las...

Mam za to niezły ubaw, czytając niektóre copywriterskie wypowiedzi w facebookowych grupach. Takiej megalomanii nie widziałem w żadnej innej branży. Z ciekawości czasem zaglądam na strony WWW najbardziej pewnych siebie tytanów zachwalania jogurtu. I zadaję sobie pytanie, skąd się biorą ludzie, którzy takim mistrzom pióra cokolwiek zlecają. Zasada jest jedna: im lepsze samopoczucie, tym więcej błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych, a zarazem mniej polotu, stylu i zacięcia. Ale widocznie teraz tak się pisze.

Moje copywriterskie sukcesy

To, co powyżej, nie oznacza bynajmniej, że nic mi się nie udało. Wręcz przeciwnie. Dzięki jednemu z serwisów ogłoszeniowych przeszedłem do historii piśmiennictwa, pracując dla klienta z… Białorusi. Były to teksty na stronę agencji eksportującej do Polski gastarbeiterów ze Wschodu. Zrealizowałem zlecenie na unikalne teksty o bateriach litowo-jonowych oraz popełniłem na czyjś firmowy blog wpis o metalowych sztachetach. Jest nadzieja, że potrzebne będą następne. Skutecznie opisałem dla sklepu internetowego kategorię “Ołówki”. I jeszcze parę równie równie ambitnych zadań mam na koncie. Bredziłem nawet o ciuszkach dla dzieci i fugach epoksydowych, pomagałem wreszcie oszukiwać Google tekstami zapleczowymi.

W sumie jednak marzę o wrześniu i powrocie do normalności, choć w Polsce będzie ona oznaczała jedynie to, że większość ludzi weźmie się do roboty, a więc i ja znów będę miał co poprawiać.

PS. Jeśli przeczytałeś w internecie jakiś wpis typu “Jak zarabiać na pisaniu tekstów” albo – co nie daj Boże – kupiłeś książkę z tytułem zaczynającym się od “Jak zostać” i rzeczywiście chcesz zostać copywriterem, wiedz, że łatwo nie będzie. Oraz, że ten zawód, jak to określił pewien copywriterski guru, nieźle ryje beret.

Cokolwiek to znaczy.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com
  • Uwielbiam Twoje teksty 🙂 na blogu – inteligencja i ogromne poczucie humoru 🙂

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.