Rok burzenia, rok złych ludzi

Czas zakończyć blogowanie na rok 2017 i podsumować te mijające 365 dni. Tym chętniej to czynię, że mijający rok do udanych dla mnie nie należał. Pożegnam go z ulgą, a z nadzieją powitam nowy. Mój entuzjazm jest ograniczony, bo dawno wyrosłem już z wieku, w którym człowiek cieszy się jak głupi z faktu, że musi wymienić kalendarz na nowy. Przecież nic poza tym się nie dzieje…

Rok burzenia

W mijającym roku miało miejsce jedno z ważniejszych wydarzeń w moim życiu zawodowym: zamknąłem firmę. Była to konieczność, a zauważyłem ją o wiele za późno. Skutek jest taki, że gdyby to rozstanie z działalnością gospodarczą porównać do rozwodu, to trzeba by dodać, że alimenty będę płacił jeszcze długo.

Przez krótki czas po zamknięciu firmy byłem totalnym freelancerem, aż wpadłem na to, że przecież mogę działać dalej w inkubatorze przedsiębiorczości. To był bardzo dobry pomysł. Dziś nie martwi mnie ZUS, a US tylko troszeczkę, bo płacę ledwie 9 procent podatku dochodowego. Pozwala mi to spokojnie odbudowywać dochody, spłacać długi i – choć zajmie to lata – wychodzić na prostą. Byłoby mi o wiele łatwiej, gdyby nie bank, w którym miałem konto firmowe. Reklamuje się on jako chcący służyć pomocą przy rozwijaniu działalności małym podmiotom gospodarczym: mikro-, małym i średnim przedsiębiorcom, jednak w rzeczywistości jest to klasyczny przykład banksterki.

Nowy Rok 2018

Rok złych ludzi

W gruncie rzeczy to, co napisałem powyżej, dotyczy ludzi. Bank jako taki to tylko pojęcie – stoją za nim konkretni ludzie, którzy interpretują własne regulaminy i prawo, jak im się podoba. Źli ludzie, bo tylko źli ludzie mogą kopać finansowo kogoś, komu powinęła się noga. Ja przecież nie oczekuję od nich pomocy, ale żeby chociaż nie przeszkadzali…

Bo w mijającym roku nie miałem szczęścia do ludzi, przynajmniej w świecie wirtualnym. Na początku popadłem w złe towarzystwo, z którego na szczęście szybko wypadłem, ale naiwny, kto sądzi, że na dobre. Wyłoniła się z niego grupka hejterek, które śledzą każdy mój ruch w internecie i gdy uznają za stosowne, publicznie obrzucają mnie wyzwiskami. A na co dzień są to blogerki piszące przed świętami ckliwe teksty o empatii, o dobru, o miłości…

Bilans roku wynosi więc 42 bany na Facebooku i ok. 20 w Disqusie. Tyle musiałem przydzielić. Sam złapałem kilka.

Spotkałem też kilka osób niesolidnych, niesumiennych, niesłownych czy kierujących się słomianym zapałem i doszedłem do wniosku, że moje marzenie o stałej współpracy (czyli wspólnym robieniu czegoś) z kimś z młodego pokolenia mogę między jajki bajki włożyć.

Rok mądrości w social media

Miałem w mijającym roku na tyle rozsądku, by wyplątać się definitywnie z Instagrama i Twittera. Miałem tam konta na zasadzie „bloger musi”, ale szło jak po grudzie, a czytanie i oglądanie głupot zabierało mi tylko czas. Dałem więc sobie spokój z jednym i drugim, polikwidowałem te konta. Na Facebooku udzielam się tylko w grupach związanych z moją pracą zawodową, a sporadycznie także w blogerskich. Od razu mam więcej czasu na pracę, mniej nerwów, a i klienta się nieraz napotka, jeśli się jest tam, gdzie trzeba, a nie byle gdzie. Oswoiłem się nawet z szalejącą na Facebooku i w blogosferze mizoandrią (kliknij w to słowo, jeśli go nie znasz – a znać warto). Już mnie nie denerwuje, a tylko śmieszy.

Rok fundamentów

W ramach wstawania z kolan wziąłem się też ostro do roboty. Moją zawodową „drugą nogą” stał się copywriting. Zacząłem też intensywnie tworzyć treści na własny użytek, co skutkuje m.in. tym, że rzadko znajduję czas, by pisać tutaj. Dość powiedzieć, że prowadzę teraz łącznie pięć blogów i serwisów blogopodobnych. Pracowałem także w ostatnie święta, przekształcając znany Ci być może serwis Texter.pl w wordpressowy, w którym pomału powstaje blog z poradami językowymi.

Odkryłem zalety SEO i SEM, ale tych prawdziwych. Warto to podkreślić, bo po internecie krążą osoby, które wmawiają naiwnym, że pozycjonowanie to Yoast SEO, podczas gdy jest to tylko zabaweczka sprzyjająca optymalizacji tekstów, nic więcej. Zainwestowałem w dwa profesjonalne narzędzia i z uporem winduję moje strony w Google wyżej i wyżej. Roboty z tym co niemiara, ale to jest trochę jak gra, którą chętnie podjąłem. Gra trochę z Google, trochę z konkurencją, trochę z własną niewiedzą, którą pomalutku zamieniam w wiedzę i doświadczenie.

Ostatni zryw

Wkrótce skończę 55 lat. Przybyło mi tabletek do codziennego połykania. Nie ma więc chyba niczego dziwnego w stwierdzeniu, że ta moja zawodowa reorientacja, rozwój etc. to już ostatni zryw. Mam jeszcze dość sił i zdrowia, by go wykonać. W miarę upływu czasu będzie ich ubywało, nie może być inaczej. Tym ważniejszy będzie dla mnie nadchodzący rok: jeśli się uda to, co planuję, będzie dobrze. W przeciwnym razie…

Życzę Ci…

Kolejny wpis zamieszczę już w Nowym Roku, diabli wiedzą kiedy. Skoro tak, to życzę Ci na ten dwa tysiące osiemnasty:

  • przyjaznych i uczciwych banków,
  • mądrych i na czas podejmowanych decyzji,
  • spotykania dobrych ludzi,
  • rozsądku na fejsbukach,
  • orania, siania, ale i zbierania obfitych plonów.

No tak, sobie też tego życzę. Przydałoby się bardzo.

No to do przeczytania w Nowym Roku…

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

6 komentarzy

  1. Pomysłowa
    31 grudnia 2017 w 14:10

    Tylko Facebook? Mądrze, chyba nawet trochę zazdroszczę odwagi ☺ No to powodzenia w nowym roku. Wyprostuj wszystko, co do wyprostowania, buduj i trafiaj na dobrych ludzi ☺

    • Marek Te | Popolskiemu.pl
      31 grudnia 2017 w 17:35

      Na razie wiem tyle, że zacznie się od kolejnej przeprawy z bankiem. Ale może potem będzie lepiej. Najlepszego! 🙂

  2. Noemi.Life | ZdrowaPsyche.pl
    31 grudnia 2017 w 15:27

    Podziwiam oswojenie się z fejsbukową mizandrią. Mnie do tej pory trafia szlag.
    Wszystkiego dobrego.

  3. Iness
    3 stycznia 2018 w 21:41

    przykra sytuacja z firma 🙁
    każdy bank oferuje nam pomoc i każdy z nich ogłasza się jak najlepiej potrafi a w rzeczywistości…..tylko czekają aż nam się noga powinie 😉
    ja również miałam-mam fanpage swojego bloga ale to bezsensu….wolę w blogosferze odnajdywać kolejne blogi niż tam szukać 😉 i to prawda-nie każdy bloger musi go mieć 😉
    życzę powodzenia i szczęścia w nowym roku i oby się spełniło to co planujesz 🙂

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie. Wiedz przy tym, że jeśli odwiedzasz w internecie strony z gejowskim porno lub suplementami diety albo – o zgrozo – blogi młodych matek, to ja o tym nie wiem i nic nie chcę wiedzieć, to wyłącznie Twoja prywatna sprawa.