Rzecz o dewaluacji słów

Kiedy matka upadła na łazienkową podłogę i przestała dawać znaki życia, trzylatek nie zastanawiał się długo. Sięgnął po matczynego smartfona, na którym umiał już wybierać numer swojej babci. Zadzwonił i powiedział, że “mama śpi w łazience”. Babcia zareagowała równie szybko: krótko uspokoiła chłopca, po czym wezwała pogotowie ratunkowe i policję. Przybyłe na miejsce zdarzenia służby nie miały wiele pracy, bo omdlenie kobiety okazało się zwykłym zasłabnięciem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie telewizyjne dziennikarzyny.

Wpadło im bowiem do łbów, by okrzyknąć trzyletniego Kubę bohaterem.

Niesłusznie.

Oczywiście chłopiec zachował się wzorowo, choć trudno ocenić, czy był świadom, że “ratuje” swoją mamę, czy może po prostu na tyle fascynuje go smartfon, że dzwoni do babci zawsze, gdy w domu się coś dzieje i można o tym opowiedzieć. To nieważne. Kubę można nazwać rezolutnym, zaradnym trzylatkiem. Na pewno godne uznania jest, że wezwał babcię na pomoc. Na miano bohatera jednak nie zasłużył.

Z prostej przyczyny: bohater to ktoś, kto naraża własne życie, by ocalić cudze.

Bohater to ktoś, kto ratuje innych z narażeniem własnego życia

Bohaterem może być np. strażak, który wbiega do płonącego budynku i wynosi stamtąd nieprzytomnego lokatora, samemu ryzykując śmierć w płomieniach. Bohaterem można zostać na wojnie, np. ratując rannego spod ostrzału. Można stać się nim, ponosząc śmierć dla ratowania innych: oto do jakiegoś pomieszczenia wpada granat, a ktoś rzuca się nań rzuca, przykrywa własnym ciałem i zostaje rozerwany, by eksplozja nie zabiła iluś innych osób.

Nie jest jednak bohaterstwem zadzwonienie do kogoś – nawet, gdy ma się zaledwie trzy lata.

Czy można zostać bohaterem, korzystając z telefonu? Tak, ale wtedy, gdy to skorzystanie oznacza śmiertelne ryzyko. Wyobraźmy sobie napad na bank: bandyci terroryzują wszystkie osoby obecne w oddziale i odbierają im telefony. Ktoś jednak ukrywa aparat i w stosownej chwili, korzystając z nieuwagi napastników, dzwoni po pomoc. Gdyby bandyci go na tym przyłapali, być może zapłaciłby za to życiem.

Trzyletniemu Kubie jednak nic nie groziło, toteż  przy całym uznaniu dla jego wyczynu nie można i nie należy nazywać go bohaterem.

Dlaczego? Bo to źle, gdy ważne słowa ulegają dewaluacji. W tym wypadku pokrzywdzeni są prawdziwi bohaterowie – ludzie odważni i pełni poświęcenia, gotowi zaryzykować i stracić życie.

Jest i inne ważne słowo, które ulega dewaluacji. Chodzi mi o pojęcie “przyjaciele”.

Można mieć wielu znajomych, koleżanek i kolegów, kumpelek i kumpli, ale czy rzeczywiście można mieć wielu przyjaciół? Nie odważę się napisać, że nie, ale nie ukrywam, że jestem o tym przekonany. Przyjaciel to – tak przynajmniej definiowano to “za moich czasów” – ktoś naprawdę bliski i oddany. Ktoś, na kogo zawsze można liczyć w potrzebie, z kim można się podzielić szczęściem i nieszczęściem, powierzyć mu swoje tajemnice, obawy itp. Ktoś wybrany i zarazem ktoś, kto wybrał nas. Nie sądzę, by człowiek, który obraca się w jakimś stałym gronie, ma “wierną paczkę”, mógł każdego z jej członków określić mianem przyjaciela. Może niektórych, może jedną wybraną osobę, lecz nie wszystkich.

Ale wielu tak robi. I znów mamy do czynienia z dewaluacją słowa. Zauważ, że pokutuje już pojęcie “mój najlepszy przyjaciel” – zupełnie, jak gdyby przyjaciele byli lepsi i gorsi.

Używajmy słów roztropnie, nie odbierajmy im wartości. Tych wielkich słów używajmy tylko wtedy, gdy ktoś lub coś NAPRAWDĘ na nie zasługuje.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Tu nie dyskutujemy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.