Styczniowy rzut na taśmę i jedno pytanie

Niewiele brakowało, a blogowy rok 2018 zacząłbym w lutym albo jeszcze później. Zapracowany jestem. Piszę tony głupot za pieniądze, poprawiam tony tekstów (też za pieniądze), czasu mam tyle, ile skazaniec, pod którym otworzyła się już zapadnia. Wygospodarowałem jednak chwil parę, dzięki czemu uraczę Cię dwutematycznym wpisem, szczyptą poezji i jednym pytaniem. Zaczynajmy.

Na czym siedzisz, gdy piszesz?

Wielu moich Czytelników to ludzie piszący, być może Ty też. Muszę Ci się więc pochwalić… żoną. Otóż Żonisko Moje Kochane sprawiło mi z dużym wyprzedzeniem prezent urodzinowy. Nie wiem, czy uczyniła to z miłości, co serce jej przepełnia, czy może po prostu miała już dosyć moich jęków, fakt faktem, że sfinansowała mi to:

ergonomiczny fotel do pisaniaa

Jeśli czytujesz mnie stale, to wiesz, że jeszcze do niedawna siedziałem w fotelu dyrektorskim. Niezwykle wygodnym, ale do siedzenia, bujania się, dłubania w nosie itepe. Do pisania nie nadawał się kompletnie. Owszem, kiedyś, jeszcze na moich poprzednich włościach, ale tam konfiguracja była zupełnie inna. Nic więc dziwnego, że moje niemłode już i niegimnastykowane gnaty dawały o sobie znać. Kręgosłup bolał jak diabli, zwłaszcza w tzw. okolicy lędźwiowej.

Wystarczyły cztery dni siedzenia w nowym fotelu i ból zniknął bez śladu. Nic dziwnego, bo mój nowy fotel jest stworzony właśnie dla ludzi, którzy siedzą po całych dniach przed komputerem. Regulowane ma właściwie wszystko: wysokość siedziska, głębokość siedziska, a nawet podłokietniki i to w trzech płaszczyznach. Do tego dochodzi genialnie wyprofilowane oparcie, dające lędźwiom nieustanną podporę, a dodatkowo wyposażone w ruchomą wkładkę lędźwiową, której wysokość można sobie ustawić.

Po co to wszystko piszę? Otóż jeśli tak jak ja siedzisz wiele godzin dziennie i stukasz w klawisze, zadbaj o wygodne, ergonomiczne siedzenie, a będziesz w siódmym niebie. Praca też na tym zyska. Tyle.

A teraz wiewiórka

ofiara propagowania faszyzmu

Już wyjaśniam: to jest wiewiórka z okolic Wodzisławia Śląskiego, w którym doszło onegdaj do propagowania narodowego socjalizmu w leśnych ostępach. Biedactwo przesiąkło zbrodniczą ideologią i takie są skutki: Ty do niej „Baaasia, Basia, Basia!”, a ona Ci „Heil Hilter!”.

Żarty na bok. Czasem wstyd mi, że żyję w takim państwie. Grupka przymułów zebrała się w lesie i trochę sobie pohajlowała, a odpowiedzią na to była debata w parlamencie, wypowiedzi prezydenta i premiera, o paru ministrach już nie wspominając, plus kolejna odsłona morderczej walki PO z PiS-em i odwrotnie. Do akcji wkroczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, choć z tymi nazistami dla ubogich poradziłaby sobie bez problemu Komenda Powiatowa Policji w Wodzisławiu Śląskim. I przypomniał mi się Norwid:

— Ogromne wojska, bitne generały,
Policje tajne, widne i dwupłciowe
Przeciwko komuż tak się pojednały? —
Przeciwko kilku myślom, co nie nowe!…

Media podniosły larum i rozpętały histerię. Pewien ceniony przeze mnie skądinąd ekspert ds. politycznych wygłosił nawet postulat pozbawiania konsumentów tortu ze swastyką z wafelków obywatelstwa polskiego. Już nie wiem, ilu znanych ludzi zawyrokowało, że to musi się skończyć więzieniem.

Hitlerkom postawiono zarzuty publicznego propagowania faszyzmu, za co grożą nawet lata dwa, a ja czegoś nie rozumiem:

§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do lat 2.

Pozwoliłem sobie pogrubić jedno słowo, kluczowe dla sprawy. Zastanawiam się mianowicie, w jaki sposób prokurator wykaże przed sądem, że to wodzisławskie propagowanie, w leśnej głuszy odbyte, miało rzeczywiście charakter publiczny. Bo co to znaczy publiczny? Zapytajmy o to Słownik języka polskiego, a dowiemy się, że:

1. «dotyczący całego społeczeństwa lub jakiejś zbiorowości»
2. «dostępny lub przeznaczony dla wszystkich»
3. «związany z jakimś urzędem lub z jakąś instytucją nieprywatną»
4. «odbywający się przy świadkach, w sposób jawny»

Może ja nieuważnie oglądałem ten reportaż w TVN24, ale wychodzi mi na to, że był to sabat absolutnie niepubliczny, wręcz konspiracyjny. Jeżeli rzeczywiście ktoś mógł paść ofiarą propagowania faszyzmu i tą ideą się zarazić, to chyba tylko okoliczne wiewiórki.

Ja oczywiście nie bronię w żaden sposób ludzi pokazanych w tym reportażu. Obawiam się tylko, że cała sprawa skończy się jeszcze większą kompromitacją państwa, bo okaże się, że hajlowanie było, ale przestępstwa nie. I co wtedy? Jak wtedy będą wyglądać politycy i dyżurni eksperci, zanoszący się świętym oburzeniem? Bardziej sensowne wydaje mi się osądzenie i skazanie tych sierot po Adolfie za sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru lasu: w końcu posługiwali się tam otwartym ogniem.

A teraz czas na pytanie – do Ciebie

Konia z rzędem temu, kto zrozumie, jaki sens ma wznoszenie jednym tchem okrzyków na cześć Adolfa i umiłowanej Polski. Znaleźli się jednak tacy, którzy postanowili problem zdiagnozować i orzekli zgodnie: to niedostatek edukacji!

Czyżby?

Czyżby ci dziwni ludkowie z wodzisławskiego lasu nigdy nie słyszeli nauk historycznych o Hitlerze i jego wyczynach? Nie oglądali filmów, nie czytali książek (choćby lektur obowiązkowych)? Ty w to wierzysz, Czytelniku? Bo ja nie. Moim zdaniem oni swoją porcję lekcji historii i wychowania patriotycznego odbyli, ale odrzucili. Z jakichś powodów, o których się pewnie nie dowiemy.

Ludzie mówiący o niedostatku edukacji postulują zatem, by było jeszcze więcej Westerplatte, Powstania Warszawskiego, generała Maczka, Monte Cassino, Auschwitz, Majdanka i im podobnych miejsc, Holocaustu, Palmir itd. w programach nauczania i misyjnej TVP. Bo jak będzie więcej, to może do rodzimych nazioli coś dotrze,

To teraz niektórych deczko zbulwersuję.

Urodziłem się niespełna 18 lat po zakończeniu II wojny światowej. Mam więc do niej bliżej niż jakieś 98 procent moich Czytelników. A mimo to mam już dosyć, mam po dziurki w nosie nieustannego powracania do tamtych lat. Pisał przecież Asnyk:

Trzeba z Żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą!
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Tak właśnie myślę. Świat patrzy w przyszłość, nie ogląda się nieustannie do tyłu jak my w Polsce. I chyba na dobre mu to wychodzi.

Zaryzykuję więc taką tezę: może w przypadku tych z Wodzisławia Śląskiego zadziałał nie tyle niedostatek, ile nadmiar edukacji? Może to przesyt jedynie słusznych prawd sprawił, że się przeciw nim zbuntowali i postanowili hołdować własnym, tym smaczniejszym, że zakazanym?

Nie wiem, czy tak było, ale wiem, że tak mogło być.

Powiedz mi zatem, Czytelniku, w komentarzu pod tekstem albo na Facebooku: czy uważasz, że:

a) nigdy dosyć nauczania o faszyzmie, Hitlerze, wojnie, okupacji, powstaniach, bohaterach – to wszystko trzeba kultywować do końca świata i milion lat dłużej, żeby się nigdy nie powtórzyło;

czy

b) dosyć, już wystarczy. Minęło wiele lat, świat jest zupełnie inny, Europa jest zupełnie inna, TO się już nie powtórzy, a dla nas nastał czas, by wreszcie spojrzeć w przyszłość i na niej się skupić?

Naprawdę bardzo jestem ciekaw Twojego zdania.

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Mogę uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: biuro@texter.pl

3 komentarze

  1. Pomysłowa
    30 stycznia 2018 w 14:03

    Wybieram b). Po pierwsze, mam szczerze dosyć tej “męczenniczej” retoryki, a wszystko dobre, ale z umiarem, a po drugie, im bardziej to kultywujemy, tym większa szansa na powtórkę z historii. Prawda jest taka, że gdyby każdy z nas, tak jednostkowo, bez końca żył wszystkimi krzywdami, jakie go spotkały do tej pory w życiu (tak, jak w tym kraju żyjemy przeszłością w tym historycznym sensie), to byśmy się tylko do leczenia kwalifikowali. To po prostu niezdrowe.

  2. Noemi.Life | ZdrowaPsyche.pl
    31 stycznia 2018 w 22:36

    Wybieram ą. Uczyć, traktować serio, ale nie zamęczać i nie histeryzować. Zwłaszcza że edukacja historyczna to nie to. Ja przerabianie II wś praktycznie ominęłam z racji chorób, a jednak mam niezgodę na tworzenie kategorii podludzi i podziały. Trochę wyniosłam z naznaczonego wojną domu, ale resztę zawdzięczam otaczaniu się różnymi ludźmi i pielęgnowanie przekonania, że inny nie znaczy gorszy. Moim zdaniem współczesny świat potrzebuje edukacji o współczesnych problemach, z tworzeniem analogii, ale bez sprowadzania wszystkiego do lat czterdziestych ubiegłego wieku. Mamy nowe problemy, nowe obiekty nienawiści i nowe ludobójstwa oraz zbrodnie wojenne.

  3. annastranc
    11 lutego 2018 w 01:10

    Jetem po środku. Niech będzie wybór. Niech się uczy ten co chce, a ten co nie, niech się nie uczy.

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie. Wiedz przy tym, że jeśli odwiedzasz w internecie strony z gejowskim porno lub suplementami diety albo – o zgrozo – blogi młodych matek, to ja o tym nie wiem i nic nie chcę wiedzieć, to wyłącznie Twoja prywatna sprawa.