Trzynasty sposób na niemoc twórczą

Tak, znalazłeś! Koniec z Twoimi cierpieniami, koniec z męką, koniec z podłym nastrojem czy nawet nienawiścią do samego siebie za niemożność stworzenia kolejnego tekstu. Wiem, przeczytałeś już ileś wpisów z radami na ten temat, przećwiczyłeś ileś sposobów, ale żaden nie pomógł, prawda? Bo nie mógł, kochanieńki. Gdy dobrniesz do końca niniejszego tekstu, zrozumiesz dlaczego. Jedyny naprawdę skuteczny sposób na niemoc twórczą blogera lub pisarza-amatora  podam Ci za chwilę ja. I od razu dobrze radzę: dodaj link do tego wpisu do Ulubionych i strzeż jak oka w głowie, bo jeszcze niejeden raz ten adres będzie Ci potrzebny.

Na początek jednak wyjaśnię tytuł. Trzynasty sposób dlatego, że dwanaście sposobów podała moja czcigodna młoda znajoma – Dorota i jej tekst stał się dla mnie inspiracją. A teraz do rzeczy.

Męczy Cię niemoc?

OK. Poradzisz sobie z tym problemem w następujący sposób:

  1. Powtarzam raz jeszcze: dodaj link do niniejszego tekstu do Ulubionych.
  2.  Przeczytaj wszystko to, co poniżej.
  3. I najważniejsze: NIE PISZ!

Nie pisz, jeśli nie musisz. Szkoda czasu i energii.

Wytrzymaj ten akapit, potem będzie lżej

Pozwól, że coś Ci opowiem. Jeśli czytujesz mnie częściej, to zapewne wiesz, że inwestuję, lub – jak kto woli – “gram” na Foreksie. Nie musisz wiedzieć o nim nic więcej ponad to, że jest to (w dużym uproszczeniu) coś w rodzaju giełdy. Kupujesz, sprzedajesz, zarabiasz albo tracisz. Forex ma to do siebie, że wg różnych źródeł od 5 do 10 procent inwestorów zarabia, a miażdżąca większość, czyli 90 do 95 procent traci, utrzymując tych pierwszych. Wiesz, skąd to się bierze? Przeczytaj, to ważne wbrew pozorom także dla Ciebie.

Między garstką wygrywających a niezliczonym tłumem frajerów jest pewna zasadnicza różnica. Nie polega ona na tym, że ci pierwsi są mądrzejsi, znają lepsze techniki inwestowania, mają lepsze narzędzia czy coś w tym stylu. Ich przewaga nad pozostałymi polega na tym, że przez większą część miesiąca pozostają poza rynkiem. Nie kupują ani nie sprzedają. Raz dziennie przez kilkanaście, góra – kilkadziesiąt minut przyglądają się wykresom, szukając okazji do zawarcia transakcji. Rasowy, profesjonalny trader zawiera najwyżej kilka transakcji w miesiącu. Frajer robi to kilkanaście, kilkadziesiąt a może nawet kilkaset razy. Ten pierwszy zarabia, ten drugi traci. Oczywiście bywają wyjątki, ale nieliczne.

Najmądrzejsi ludzie, którzy na Foreksie zęby zjedli, uczą jednego: cierpliwości i bycia niczym krokodyl nilowy. A co robi krokodyl? Nic. Śpi sobie spokojnie w wodzie i ma wszystko w dużym zanurzeniu. Ale łypie. Cierpliwie, spokojnie, nieustannie. Bo wie, że prędzej czy później jakieś durne zwierzę przyjdzie nad rzekę i spróbuje się napić wody. A wtedy… No właśnie.

Albo taki snajper. Czy on wali seriami? Nie. Leży. I czeka. Na odpowiedni moment. Ten jeden moment, w którym jednym precyzyjnym strzałem wykona zadanie.

Co to ma wspólnego z Tobą?

Otóż jeżeli nie jesteś np. piszącym precle SEO-copywiterem, którego zarobki zależą od liczby wyprodukowanych tekstów, to

niepisanie jest stanem normalnym, zdrowym i jak najbardziej pożądanym.

Nie pisz na siłę dziesięciu miernych tekstów. Napisz jeden. Napisz wtedy, gdy poczujesz natchnienie. Napisz jeden dobry tekst, którym podbijesz internety i po którym Ojciec Dyrektor zaprosi Cię do TV Trwam.

Tak, wiem. Jesteś blogerką albo blogerem i wiesz, że tak nie można, bo stracisz “zasięgi”.

Owszem. I co z tego? A na cholerę Ci te zasięgi? Naprawdę tyle zarabiasz na swoim blogowaniu, że musisz utrzymywać się stale na swoim topie? Eeee, nie opowiadaj mi bajek…

Nie pisz, bo i tak nie umiesz pisać

Teraz się oburzysz, prawda? Przecież namawiający do udziału w Share Week Tucholski nazwał Cię “twórcą”. Przecież masz iluś “uu” i zbierasz pochlebne komcie. Przecież masz iluś fanów na fejsie, to o czymś świadczy!

Gówno prawda, kochanieńki. Disco polo też ma wielu zwolenników, ale chyba nie zaryzykujesz nazwania go sztuką, a jego wykonawców artystami?

Uświadom sobie jedno: stawiasz litery, tworzysz z nich wyrazy, może nawet zdania – ale to jeszcze naprawdę nie znaczy, że umiesz pisać. Pisanie jest darem. Darem tak rzadkim jak czterolistna koniczynka na środku Morza Południowochińskiego. Wymaga talentu, a Ty go najprawdopodobniej nie masz. Mają go tylko nieliczni, podobnie jak nieliczni stają się wybitnymi aktorami, muzykami, wynalazcami etc. Pisanie nie jest ani odrobinę łatwiejsze niż wirtuozeria w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Owszem, wiele można się nauczyć, można poprzez naukę, pracę i ćwiczenia rozwinąć talent, ale gdy talentu nie ma, piszący jest zaledwie miernotą.

Nie mogę powiedzieć, że Ty nią jesteś, ale mogę powiedzieć, że najprawdopodobniej tak. Zresztą pomyśl: czy prawdziwy talent miałby po co zaglądać tutaj do mnie?

A skoro jesteś miernotą, to po cholerę masz pisać? Komu Twoja pisanina jest potrzebna? Tym dziumdziom, które sadzą Ci słodkie komcie w Disqusie? No i co z tego, że sadzą? Pomyśl, po co to robią. Przecież Ty też to robisz i bynajmniej nie po to, żeby wyrazić swój szczery zachwyt nad czyimś tekstem w blogasku, prawda? Nooo, cieszę się, że się rozumiemy.

I nie myśl sobie, że tę połajankę funduję Ci z jakiegoś piedestału. Ja też nie uważam się za twórcę. Owszem, radzę sobie z pisaniem nawet na tyle, że są tacy, co mi za nie płacą, ale to jeszcze wcale nie znaczy, że jestem mistrzem tej sztuki. Nie myśl też, że sam chętnie bloguję, a Ciebie namawiam do nieblogowania. Coś Ci powiem: z tego się wyrasta. Mam 54 lata i gdybym nie musiał (a muszę, bo tego wymaga “content marketing”), to na pewno bym nie blogował. Swoje w życiu wyblogowałem i wiem dobrze, że była to strata czasu. Też wyrośniesz i też będziesz żałować straconych godzin, dni, tygodni…

Nie pisz, bo nikt na to nie czeka

Nie łudź się, Twój blogasek nie zmieni świata ani nikogo niczego nie nauczy. Może od czasu do czasu wywoła w jakiejś jednostce słomiany zapał, ale to szczyt jego możliwości. Nie uratujesz nikomu życia, nikogo nie pocieszysz (bo przecież nie piszesz całej prawdy o swoich wadach, chorobach [np. psychicznych] ani rzeczywistych problemach). Ostatnio nadziałem się w czyimś shareweekowym wpisie na pochwałę dla pewnej blogerki, która “uczy życia”. I jeśli ktoś jest szczery, to właśnie ona. Mało nie umarłem ze śmiechu. Znam ją. Co kilka dni jęczy znad deski do prasowania, bo los matki Polki jest jej zdaniem ciężki. I w ramach szczerości jak najstaranniej unika ujawnienia swoim czytelniczkom, że od lat żyje za granicą, zarabia w euro i nie ma na głowie wielu spośród tych zmartwień, które trapią jej odpowiedniczki w Polsce. Jęk straciłby przecież uzasadnienie. Ale pisze, bo jest grafomanką. Nie radzi sobie z emigracyjną samotnością, więc poprzez blogaska trzyma się Polski jak mucha żyrandola i znajduje w nim ujście dla swoich smętnych emocji. Pisze dla siebie, nie dla czytelniczek.

Takie przykłady mógłbym mnożyć. Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy u wspomnianego wcześniej pomysłodawcy Zer Week (tak to nazywam) przeczytałem zdanie, które przytoczę z zachowaniem interpunkcji oryginału:

(…) zarywamy noce, prywatne budżety i zdrowie by stworzyć z tych trzech zmiennych coś doskonałego.

Szkoda Twojego snu, budżetu i zdrowia, naprawdę, dzielna blogerko i mężny blogerze: szansa na to, że stworzysz coś doskonałego, jest mniej więcej równa prawdopodobieństwu wywołania III wojny światowej przez pasikonika. Nie martw się więc, że aktualnie nie jesteś w stanie niczego napisać: nikt na tym nie traci.

Nie szukaj, lecz daj się znaleźć

Wybacz, że jeszcze na chwilę wrócę do Foreksu. Sytuacja, w której zachodzi naprawdę duże prawdopodobieństwo zarobku, to setup. Pewien australijski guru nauczył mnie złotej zasady: nie szukaj dobrych setupów, one same ciebie znajdą. Miał sto procent racji, a ja żałuję, że nie posłuchałem go od razu.

Tak samo jest z natchnieniem do pisania. Nie wyrywaj sobie włosów z głowy, że sobie poszło. Kiedyś wróci. I wtedy spod Twoich palców popłynie coś, co przynajmniej w Twoim przekonaniu będzie dobrym tekstem.

To będzie najprawdopodobniej przekonanie złudne, ale to już zupełnie inna historia.

I na dobry koniec…

Twoim prawdziwym problemem nie jest to, że masz pustkę w głowie i zero pomysłu na tekst. To jest, jak już wspomniałem, stan normalny, zdrowy i godny pożądania.

Twoim prawdziwym problemem jest to, że to jest problem.

Przestań się więc nim martwić, zajmij się czymś przyjemnym albo pożytecznym, a problem zniknie.

Miłego niepisania!

Marek Trenkler

Matuzalem blogosfery. Redaktor, korektor, autor tekstów
Podobają Ci się moje teksty? Być może mogę napisać coś i dla Ciebie.

Mogę też, jako doświadczony redaktor i korektor, uczynić Twoje teksty lepszymi. Masz pytania? Propozycje? Zlecenie? Napisz do mnie: texterpl@gmail.com

Drogi Czytelniku! Ponieważ wierzę, że jesteś istotą rozumną, doskonale wiesz, że ta strona używa cookies. Ba, wiesz nawet, co to jest. Aby jednak formalności stało się zadość, niniejszym informuję Cię: tak, ja też faszeruję nimi Twojego kompa, na co masz prawo się zgodzić lub nie.